Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wpisani w dzieje miasta

Treść


.
Każdy jest tu “kimś”
WPISANI W DZIEJE MIASTA
.
Mamy w nim swoje miejsce, tworzymy codzienność i historię Starego Sącza, a jako mieszkańcy - również wspólnotę starosądeczan. Często jednak tak mało o sobie wiemy, prawie się nie znamy, oceniamy innych powierzchownie, mijamy w pośpiechu i to, co najważniejsze, pozostaje niewidoczne dla oczu. Jan Paweł II wciąż przypominał, że nie ma ludzi nieważnych, każdy jest niepowtarzalną istotą, godną szacunku, uwagi i zainteresowania. Od każdego można się czegoś nauczyć. Chcemy o tym pamiętać również w gazetce - prezentując ludzi, o których za mało wiemy. Tym razem będzie to p.Stanisław Udziela.
Nie musi się przedstawiać, bo znamy go prawie wszyscy; uważany za oryginała, o trochę dziwnych pomysłach na życie, kojarzy się zawsze z wózkiem, naładowanym złomem, który ciągnie każdego dnia bardzo ruchliwą szosą do składu w Biegonicach (dawniej aż na przeciwległe obrzeża Nowego Sącza). Ten złom zbiera sam, ludzie chętnie się pozbywają, oczyszcza miasto i okolicę. Nie ma dla niego złej pogody, pory ani godziny, robi swoje i lubi to, co robi. Chociaż ciężka to praca - nie narzeka, zawsze jakiś grosz zarobi, a nigdy nie wyciągnąłby ręki po prośbie, jak robią to nawet całkiem zdrowi. Ma swój honor, jest uczciwy i szuka uczciwości u innych. Nie wszystkim wierzy i ufa, za często go życie skrzywdziło.
Pan Staszek bardzo ucieszył się z wystąpienia w gazetce, bo ma dużo do przekazania i ma się czym pochwalić. Urodził się 23 maja 1947 r. w Starym Sączu, ma brata w Bochni, w 1960 r. zmarła mu 15 letnia siostra, a dwa lata później mama. Pięć klas szkoły podstawowej skończył w Starym Sączu, a resztę w szkole specjalnej. Próbował nauki w LO dla Pracujących, z geografii i historii był nawet lepszy od innych, ale z resztą przedmiotów nie poradził. Od 18 roku życia pracował w gospodarce komunalnej i stąd przeszedł na rentę. Renta niewielka, ale od czego ręce i nogi? Coś dorobi i może ile chce podróżować, bo to jego pasja. Wielu ludzi mogłoby mu pozazdrościć tego, gdzie był i co widział. Mapę Polski nosi w głowie, świetnie się orientuje, zjeździł prawie cały kraj. A jaką ma pamięć! Jednym tchem wylicza dziesiątki miejscowości i odległości, do których pielgrzymował. Sanktuaria - jak mówi - ma w jednym palcu, wezwania kościołów, siedziby zakonów, zna wielu księży w Polsce, a szczególnie śledzi losy naszych rodaków. Wie gdzie są, odwiedza ich, rozmawia, pozdrawia. Z wielu biskupami miał styczność, goszczą go u siebie proboszczowie i wyposażają na drogę powrotną do domu. Na pytanie ks.bpa Henryka Gulbinowicza z Wrocławia, czy się nie boi zgubienia się, odpowiedział: “Księże Biskupie, ja mam obronę z nieba, ja się nie zgubię”. Po powrocie z pielgrzymek ma co opowiadać; wie, gdzie są chorzy, samotni i smutni - odwiedza ich i gdy tylko chcą słuchać - informuje. Także o wszystkim, co się dzieje w mieście i w Kościele, przynosi nowiny, słucha radia, które ma przymocowane do wózka, telewizji nie ogląda, bo zaraz zasypia. Lubi za to dużo czytać. Z dumą opowiada o osobistym błogosławieństwie Jana Pawła II z nazwiskiem na obrazku (jakaś pani przywiozła mu z Rzymu), o błogosławieństwie kardynała Dziwisza w Starym Sączu. Cieszy się, że niektórzy księża podadzą rękę, zawsze robi to i nawet pisze do niego ks.Kazimierz Kotlarz, a ks.kapelan Marek Tabor życzył mu “Trzymaj się tak dalej”, uśmiecha się na to wspomnienie jak i na udział w spotkaniu opłatkowym i sąsiedztwo ks.prałata Józefa Grzegorzka, (z którym widoczny na zdjęciu)
Pan Staszek głośno myśli, a my notujemy, co mówi:
- Z różańcem się nie rozstaję nigdy. Należę do Rycerstwa Niepokalanej. Do podróży zachęcam, warto jeździć, bo świat taki ciekawy. U nas jest co robić, każdy by mógł, gdyby tylko chciał. Drażni mnie, jak uczniowie palą papierosy i wagarują. Zwracam im uwagę, a oni zaczepiają, napastują. Ludzie u nas są różni, niektórzy - to szkoda mówić.

- Zapytany, czy nie potrzebuje jakiegoś wsparcia czy pomocy, zdecydowanie zaprzecza: “Nie potrzebuję nic, mam ręce zdrowe do roboty, nogi do chodzenia”.
Ilością odbytych pielgrzymek naprawdę zdumiewa i mało kto w Starym Sączu mógłby mu dorównać, może nawet nikt? Wyliczając kolejne miejsca potrafi dodawać różne ciekawostki. To przerasta nasze wyobrażenia, śledząc podróże pomyślmy tylko, gdzie ten człowiek nie był i gdzie swoich modlitw nie pozostawił:
Wambierzyce (jezuici) - 3-dniowe uroczystości koronacyjne (miał zaproszenie), Bardo Śląskie (redemptoryści) - tam muzeum i ruchoma szopka, Krzeszów k/Kamiennej Góry (benedyktyni) - sanktuarium Matki Bożej Łaskawej odwiedził 26 razy. Piesza pielgrzymka z Tarnowa do Częstochowy - zaliczył ją. Licheń (tu ma tablicę z nazwiskiem, bo pracował przy budowie). Święta Lipka, Gietrzwałd, Paczków, (ze studnią na rynku), Gidle (24 km od Częstochowy - dominikanie) - malutka Matka Boska, Stoczek Warmiński - był tu kilka razy, zostawił obrazek ze Starego Sącza. Częstochowa - pielgrzymował 25 razy. Kalwaria Zebrzydowska - 10 razy na nogach i 13 razy na Wielki Tydzień. Inne kalwarie: w Wejcherowie, Panewnikach, Krzeszowie i Wambierzycach. Kraków - Mogiła - 18 razy (tam Pan Jezus Cudowny - miłość bez miary). Niepokalanów - dużo razy. Łagiewniki - dużo razy. Na Skałce (paulini) - dużo razy. Czarny Potok, Złota, Porąbka Uszewska (skąd pochodził ks.Pałucki), Budzów k/Makowa Podhalańskiego i inne.
Imponująca lista i ciekawy człowiek, który znalazł receptę na pożyteczne i wartościowe życie: łączy pracę, modlitwę i przyjemność pielgrzymowania.
Za to odkrycie “chodzącej encyklopedii” i uczestniczenie w rozmowie - serdecznie dziękuję inicjatorce spotkania p.Krystynie Bryneckiej, o której p.Staszek zawsze pamięta. A jemu samemu życzymy dużo zdrowia i wielu jeszcze pielgrzymek do Matki Boskiej, do której ma specjalne i duże nabożeństwo.
Zofia Gierczyk
49233