Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Samotni są wśród nas - dedykacja

Treść


.
Samotni są wśród nas
DEDYKACJA
.
Marcie - przebywającej w hospicjum
i p.Agnieszce podopiecznej Caritasu,
ale nie tylko...
.
“Człowiek, który chce zrozumieć siebie, musi ze swoim niepokojem,
ze swoją słabością, ze swoim życiem i śmiercią przybliżyć się do Chrystusa”
Jan Paweł II
.
Trzeba dojrzałości najstarszych, by to zrozumieć, pojąć jak nieuleczalnie chora Marta - emerytowana nauczycielka przebywająca w hospicjum, umieszczona tam przez pracujące dzieci, bo choć sama umysłowo sprawna, wymaga całodobowej opieki, której nie mogli jej zapewnić najbliżsi. To jej list i przysłany w nim piękny wiersz M.Browna oraz skarga p.Agnieszki na temat jej samotności wśród swoich, zainspirowały ten felieton sercem pisany. Zacznijmy od wiersza:
“Jeżeli byś mię spytał, któryś jest na niebie,
kim być chcę?, czego pragnę? a dasz mi od siebie
czy mądrości tej, która wszelki byt przewierci,
czy złota albo władzy, która świat otworzy,
czy życia, co wszelkiej ma oprzeć się śmierci,
czy sławy, która każdy mój oddech pomnoży?
O jedno bym Cię prosił: daj mi tej miłości,
przed którą niczym mądrość, moc, życie i sława...”
- bo miłość jest najważniejsza, prawdziwa, nie ucieka spod krzyża, nie myśli o sobie, “zapala światło” i wszystko może.
Przed nami wciąż życie ze swoimi problemami, poszukiwaniem odpowiedzi na pytania o jego sens i o źródła tak bardzo dziś zagrożonej nadziei, która w świecie pełnym konfliktów “uczy czekać pomaleńku” - mówiąc słowami ks.Jana Twardowskiego.
Częściową odpowiedź znalazłam w liście Marty, zdawałoby się niewyobrażalnie nieszczęśliwej, bo zostawionej przez dzieci, a przecież pełnej pokornej ufności, wewnętrznej pogody ducha i wielkiego oczekiwania na spotkanie w niewiadomej godzinie. Kiedyś marzyła, że zostanie na starość przy najmłodszej córce, ale ta rodzinę założyła w Stanach. Decyzję podjęła sama, by nie przeszkadzać młodym, a młodzi się zgodzili.
“Trzeba zaakceptować siebie i miejsce, w którym się jest, a później zawierzyć Bożemu Miłosierdziu. Wierzyć w Boga - to mało. Trzeba Mu zaufać bezgranicznie, że nas nie opuści - wtedy wszystko łatwiej”.
Ludzie starzy muszą zaakceptować konsekwencje wcześniej dokonywanych wyborów, a także sytuacje, jakie narzucają im młodsi, nie rozumiejąc ich dążeń i często nie pytając ich o zdanie. Tak jest w rodzinie p.Agnieszki, która czuje się niepotrzebna i ze smutkiem stwierdza, że Panu Bogu wszystko udało się na tym świecie z wyjątkiem starości. Nie ma racji, starość, której doczekanie jest łaską, zależy nie tylko od otoczenia i warunków, ale także od starego człowieka, który musi pogodzić się z faktem przemijania i zrozumieć, że “każda chwila ma swoją wartość właśnie dlatego, że przemija”. Tylko trzeba ją najlepiej wykorzystać. “Kazanie na Górze” wierzącemu podpowiada jak “w Bożych zamysłach starość jest wiekiem, w którym wiara i nadzieja stają się naturalnymi postawami”. Pisze o tym o.Thomas Philippe OP w książeczce, którą polecam - “Nowa dojrzałość u najstarszych”. Dla autora w człowieku najważniejsze było serce w najgłębszym tego słowa rozumieniu, a szczególnie uprzywilejowanymi okresami w życiu duchowym człowieka dzieciństwo i późna starość.
“W późnej starości ogołocenia ciała i umysłu oraz rosnące uzależnienie od otoczenia pozwalają coraz pełniej zawierzać siebie Bogu i wchodzić w Jego tajemnice. Człowiek słaby, nie mający oparcia w często ludzkich talentach i umiejętnościach, może najpełniej otworzyć się na Boga, oddać Mu siebie w ofierze”.
Marta to już wie i dlatego tyle w niej optymizmu, potrafi uśmiechać się do ludzi spod swojego krzyża, a takim jak Agnieszka - trzeba pomóc zrozumieć. Samotni są wśród nas. Czasem blisko, może tylko na odległość serca. Zdarza się, że w swoich rodzinach przeżywają dramat niekochania, a tak niewiele potrzeba, by nie czuli się odrzuceni, niepotrzebni. W ich imieniu pomódlmy się słowami kapłana - poety:
“Panie! Już ma się nam ku wieczorowi i już dzień się nam nachylił, bo już mamy dwadzieścia, trzydzieści, sześćdziesiąt lat. Wciąż żal nam, że już tyle lat poza nami, a nie umiemy cenić chwili, którą nam dajesz. Prosimy Cię, naucz nas radować się życiem. Nie martwić się. Ale radować się. Zawsze. Niezależnie od tego, ile mamy lat doświadczenia, kłopotów i trosk codziennych. Podejdź do nas idących w smutku przez życie, jak do uczniów zdążających do Emaus. Upomnij nas - jak ich. Spraw, abyśmy przejrzeli, zanim będzie za późno”.
I jeszcze pomóż uwierzyć, że “szczęście to dawać i niczego w zamian nie oczekiwać”.
KM
51082