Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wigilijne impresje

Treść


.
WIGILIJNE IMPRESJE
.
“Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny, przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie, ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny, najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie” - pisał przed wiekami umiłowany poeta Ojca Świętego - C.K.Norwid.
Zmieniają się czasy i my się w nich zmieniamy, ale ta noc, ze wszystkich nocy najważniejsza, i ze wszystkich nocy najbogatsza, zawsze będzie źródłem najgłębszych wzruszeń, inspiracją intelektualnej zadumy. Wiadomo przecież, że ani wiara, ani miłość to nie tylko sfera emocjonalnych doznań, chociaż są miarą człowieczeństwa.
Różne były wigilie na przestrzeni naszych dziejów, determinowane przez warunki społeczno-polityczne, zawsze bogate tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie i tworzoną jak fundament kultury narodowej.
Kiedyś w wigilii widziano dzień pełen różnorakich, szczególnych znaczeń; zawsze miała w sobie coś z widowiska, które kończyło się po północy gloriami pasterki. Od jej przebiegu miał zależeć tok nadchodzącego roku. Obowiązkowo stawiano snopki siana w izbie, były wróżby dotyczące zamążpójścia, bogatych plonów i pogody; przy wigilijnym stole rządziła magia liczb: a więc ilość ucztujących musiała być parzysta, jako że przypadek odmienny groził rychłą śmiercią któremuś z nich, a przy stole jedno miejsce musiało być wolne.
Odwrotnie w kuchni przy podawanych daniach obowiązywała zasada nieparzystości. Magnaci fundowali sobie 12 potraw, szlachta - 9, chłopstwo - 7.
Na stołach obok barszczu z grzybami, kapusty z grochem, klusek z makiem, cukrem lub miodem, musiała być rzepa suszona lub gotowana, polewka z suszonych śliwek, gruszek lub jabłek, prawie zawsze była kutia i zupa z nasion konopi, zwana siemieńcem - i podobnie jak na pańskich stołach starano się o strucle i ryby. Po wieczerzy, którą zaczynano i kończono modlitwą gospodarza, było kolędowanie często przy skrzypeczkach. I płynęły w mrok grudniowej nocy polskie kolędy o narodzeniu Chrystusa w betlejemskiej stajence, bo nie było dla niego miejsca na ziemi, jak dzisiaj nie ma go często w zlaicyzowanym świecie.
Choinka, która już przed Adwentem zdobi wystawy sklepowe, pojawiła się niewiele ponad 100 lat temu wprowadzona przez Niemców jako christbaum; jej dekoracyjne funkcje pełniła i pełni w niektórych regionach “podłaźniczka” czyli jodełka zawieszona u sufitu wierzchołkiem w dół. Podarki nasi przodkowie dawali w Nowy Rok.
Zainteresowani szczegółami znajdą je w dziele Z.Glogera i w dziele Oskara Kolberga. Panowało kiedyś powszechne przekonanie, że los człowieka może zyskać swój jakby nowy wymiar. Zmieniały się niekiedy zwyczaje i obyczaje utrwalane przez tradycję, ale istota sprawy: oczekiwanie było niezmienne, ponadczasowe, najważniejsze.
Nastrój tych rodzinnych spotkań serdeczny i modlitewny nie zawsze był radosny. Wyodrębniamy w naszych polskich losach taki tragiczny czas, gdy syberyjskie wigilie umacniały ducha zesłańców; podobnie jak przeżywane w obozach koncentracyjnych i w łagrach, albo przez leśnych partyzantów, budziły nadzieje większe od realiów twardego życia, które ją odbierało.
Dobrze pamiętam taką jedną wigilię z czasów okupacji hitlerowskiej. Siedzieliśmy z rodzicami przy lampie naftowej po wieczerzy, która składała się z barszczu z ziemniakami, kapusty z grochem i pierogów. Opowiadałam cicho o spotkaniu na tajnych kompletach u p.prof. Izy Molewicz, gdy ktoś ostrożnie trzykrotnie zapukał do okna kuchni od strony ogrodu. Strach sparaliżował mnie na długo. To byli partyzanci: Danek U. - najmłodszy brat Mamusi z kolegą. Pachnieli lasem, szybko zjedli, co jeszcze zostało, zabrali opłatki, upieczone dwa chleby i zniknęli w mrokach grudniowej nocy. Obaj już nie żyją.
Wigilia to był symbol wszystkiego, co sercu najdroższe, o emigracji opowiadają ludzie, którzy tam wyjechali bądź za chlebem albo na tułacze szlaki ze względów politycznych. Na obczyźnie też łączyła ludzi myślą i sercem, wydobywała z pokładów duszy to, co najwartościowsze i najdroższe.
“Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba - tęskno mi, Panie...” - szeptały niejedne usta w wigilijny ciepły wieczór na Florydzie, albo w innym zakątku kuli ziemskiej, gdzie są Polacy, a są prawie wszędzie.
W wielu domach w tę Noc Betlejemską wzruszoną modlitewną pamięcią obejmujemy ludzi, którzy wyjechali za chlebem i tych, często najbliższych sercu, co wezwani odeszli na wieczną wartę. Tak z marszu... Byli wśród nich ludzie młodzi, ambitni, szlachetni, przygotowani do służby, potrzebni. Zostawili puste miejsce nie tylko przy wigilijnym stole. A obok żyją starsi i starzy, którzy przekroczyli już granice wieku, o jakiej mówi psalmista.
Dlaczego? Pytamy po wspólnym kolędowaniu i modlitwie, która jest milczeniem. Dlaczego - to najtrudniejsze pytanie. Chrystus przyszedł na ziemię, by zbawić świat. Z radością przyjmujemy Dobrą Nowinę, ale przecież “nie jesteśmy, by przeżywać urok świata”. Przemijanie jest naszym losem, a ziemskie pielgrzymowanie ma swój cel i jakieś konkretne postawione każdemu zadanie, które trzeba wypełnić możliwie najlepiej, bo o niewiadomej godzinie będziemy rozliczani z podarowanego nam czasu, z wolności, która jest też trudnym zadaniem.
W rozmaity sposób Bóg objawia się ludziom. Pomyślmy o tym w tę noc zdziwienia; trzeba Go tylko dostrzec, usłyszeć i zaprosić, żeby został. “Patrzmy w gwiazdę betlejemską, żeby oczy nasze nabrały blasku, żeby nabrały jej światła. Przychodźmy do żłóbka Jezusa, żeby ręce nasze się ogrzały. Śpiewajmy kolędy, żeby serca nasze odtajały, żeby się stały bardziej czułe na wszystko, co się wokół nas dzieje”, i żeby miłość nasza była mądra. Może będzie ci dane, że w swojej ciemności ujrzysz gwiazdę trzech Mędrców. Wtedy idź za nią. Przełam bezwład.” Idź za nią mimo trudności. Byleś tylko nie dał w sobie zagłuszyć śpiewu. Byleś tylko nie odwrócił oczu i nie stracił światła gwiazdy. Idź za nią a znajdziesz Jezusa leżącego w zimnie i nagości na sianie i złóż Mu swój dar. Dar serca, na który gdzieś, ktoś czeka, jakiś konkretny człowiek potrzebujący pomocy. “To jest twój czas. Wołanie do ciebie. Daj, jak pasterze, na co cię stać. Nie wahaj się, bo to ostatni może raz usłyszałeś ten śpiew”.
KM
46848