Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Nietypowa pielgrzymka

Treść


.
Stary Sącz - Eger 13-15 kwietnia 2007 r.
NIETYPOWA PIELGRZYMKA
.
Nietypowa, bo łącząca walory duchowości z poznawczymi, etycznymi, kształcącymi i rozrywkowymi, prowadziła dwie grupy pielgrzymów do Egeru. Mieszkańcy Nowego i Starego Sącza, w tym starosądecka orkiestra młodzieżowa i chór parafialny oraz górnicy kopalni soli z Wieliczki z dwu stron podążali do tego samego miejsca.
Do spotkania doszło w Koszycach, przy pomniku Jana Pawła II i odtąd już 160 osobowa grupa trzymała się razem. O celu, motywach i przebiegu centralnej uroczystości religijnej można przeczytać w relacji pt.: “Byliśmy w Egerze”.
.
Piątek, trzynastego? Nic takiego! Musiało być szczęśliwie, pomyślnie, udanie, jechaliśmy pod patronatem św.Kingi i dla Niej!
Z Rynku ruszyły dwa autokary z modlitwą, litanią, pieśniami do naszej Patronki o wstawiennictwo, opiekę i szczęśliwe pielgrzymowanie. I udało się wszystko, w czym też duża zasługa głównego organizatora i przewodnika, prezesa Stowarzyszenia Czcicieli św.Kingi w Nowym Sączu p.Mieczysława Witowskiego.
Co znaczy pasja i profesjonalizm, duża wiedza, zdolności organizatorskie? To po prostu trzymanie się zasady: cokolwiek robisz, rób to najlepiej jak potrafisz. I tak też było w wydaniu p.Mieczysława.
Nasza trasa wiodła przez przejście graniczne w Leluchowie-Čirču, przez Słowację z postojem i zwiedzaniem Koszyc, po stronie węgierskiej zaś Miszkolca i docelowo dojazd do Egeru.

Pielgrzymi w katedrze w Koszycach

Jeżeli chodzi o duchowość i treści religijne, było gdzie je zgłębiać i przeżywać. Etapy wędrowania modlitewnego wiodły m.in. przez Koszyce, drugie co do wielkości miasto Słowacji, szczycące się perłą architektury kościelnej w Europie - wspaniałą gotycką katedrą pw. św.Elżbiety Węgierskiej (również naszej parafialnej patronki). Zwiedzaliśmy jej wnętrze zachwyceni niezwykłym, misternym jego pięknem. W Koszycach zapaliliśmy też znicze, odśpiewaliśmy “Barkę” przy pomniku Jana Pawła II ufundowanego na pamiątkę papieskiej wizyty w Słowacji. O godz. 15.00 - jak w każdy piątek - odmówiliśmy koronkę do Bożego Miłosierdzia. Potem już był Eger - kościół franciszkański pw.św.Antoniego Padewskiego - tzw. kościół minorytów, nazywany często polskim gdyż nasi księża tutaj posługują. W nim do późnych godzin nocnych można było czuwać, modlić się i podziwiać solną figurę św.Kingi umieszczoną w bocznym ołtarzu. Tu właśnie 14 kwietnia o godz. 11.00 odbyła się centralna uroczystość - tu zostawiliśmy św.Kingę solną - szczęśliwi, że tę “z sercem” mamy u siebie w Starym Sączu.
Sobotnim rankiem w Egerze zwiedzaliśmy też inne obiekty sakralne miasta, które jest siedzibą biskupów. Bardzo piękny, barokowy kościół minorytów, cerkiew prawosławna ze wspaniałym ikonostasem, a przede wszystkim tutejsza bazylika, która jest trzecim co do wielkości kościołem na Węgrzech, wzbudzają duże zainteresowanie turystów.
W niedzielę po Mszy św., sprawowanej przez naszych Księży, w drodze powrotnej zwiedzaliśmy cerkiew grecko-katolicką i wnętrze pięknej świątyni św.Mikołaja w Preszowie i w niej o godz. 15.00, jako że to była Niedziela Miłosierdzia Bożego, odmówiliśmy koronkę. Z pieśniami o św.Kindze, ulubioną “Barką” Papieża “wpływaliśmy szczęśliwie” na starosądecki Rynek - pełni wrażeń i bardzo zadowoleni z pobytu.
Pod względem poznawczym i kształcącym też zyskaliśmy wiele. Pogoda była wymarzona, przyroda przebogata, bo wegetacja o miesiąc przyspieszona, ogromne połacie złocącego się rzepaku, biel kwitnących sadów, mnóstwo kwiatów, pachnące bzy, i ciepło słonecznych promieni. Czy potrzeba więcej, by pięknem się napełnić?
Podczas zwiedzania próbowaliśmy porównywać nasze miejscowości ze słowackimi i węgierskimi, i sprawdzać, w czym są od nas lepsi, czego można się od nich nauczyć. I to, co dostrzegliśmy, troszkę zawstydziło. U nich dynamiczny rozwój, wielka gospodarność, szybko zachodzące zmiany, dbałość o kulturę, sport, szkolnictwo i sztukę - o wygląd miejscowości, elewacje budynków itp. Pod względem ukwiecenia biją nas “na łeb, na szyję”, pod względem czystości, porządku - niestety też. Słowacy kochają kwiaty, dbają o każdy zaułek i skwer, mają zwyczaj piątkowego sprzątania obejść, ulic, chodników. Wychodzą wtedy z miotłami, koszami, pojemnikami - czyszczą, porządkują i efekty tego widoczne. O papierek można się zakładać, że się go nie znajdzie.

W Preszowie pod tablicą Jana Pawła II

Pola słowackie i węgierskie pięknie zagospodarowane, obrobione, też świadczą na ich korzyść, nie znajdzie się tu ani skrawka leżącego odłogiem.
Od Węgrów jeszcze powinniśmy przyjąć zasadę: “Cudze kraje znajmy, a swój kochajmy”, a kochajmy to znaczy szanujmy. Oni to potrafią, czczą symbole, podkreślają tożsamość narodową, szczycą się każdą odrobiną dokonań, w domach mieszkalnych umieszczają chorągiewki, trójbarwnymi kokardkami barw narodowych zdobią chodliwe towary. Są patriotami na co dzień.
Była już mowa o wartościach religijnych i poznawczych naszej podróży, trzeba jeszcze kilka słów powiedzieć o jej przyjemnościowej stronie. Do pełni życia potrzeba radości, pobyt w Egerze dostarczył takiej.
To miejscowość węgierska bardzo popularna i najczęściej odwiedzana przez turystów z kilku powodów: jest pięknie położona, prawdziwa architektoniczna perła sztuki barokowej, pełna atrakcji, tchnąca spokojem i atmosferą radości. Ma przy tym dwa dobra narodowe, którymi słynie: lecznicze kąpielisko termalne z atrakcjami (w którym zażywaliśmy kąpieli) oraz Dolinę Pięknej Pani; prawie 50 piwnic wykopanych w łatwej do kształtowania glebie riolitowej kory, w których przez cały rok utrzymuje się stała temperatura 10-15 stopni C, gdzie świetnie dojrzewają, nabierając smaku, egerskie wina z rodzimych winnic. Tam można je degustować, nabywać. Byliśmy. Kosztowaliśmy. Warto było. Wszystko dla ludzi - tylko z kulturą i umiarem. Zachowaliśmy je. Było nam z sobą dobrze, jako grupie pielgrzymkowej, w gronie życzliwych, przyjaznych ludzi pobyt staje się przyjemnością.
Po każdej podróży coś w nas pozostaje, tym razem rozpoznawczym znakiem niech będą słowa: “Jeszcze jeden i jeszcze raz...” i przesympatyczna postać nuncjusza z Budapesztu ks.abpa Juliusza Janusza - naszego rodaka, który swoim ujmującym bezpośrednim sposobem bycia i miłością do Sądeckiej Ziemi wpisał się na stałe w nasze serca i mamy nadzieję, że wkrótce zagości też na łamach gazetki, bo nam to przyobiecał.
Drodzy Państwo z naszej grupy pielgrzymkowej! Do zobaczenia na kolejnych pielgrzymich szlakach. Może znów na Węgrzech? Bo jak twierdzi o.Artur Prenkiewicz - gospodarz franciszkańskiego kościoła w Egerze - Polacy są potrzebni węgierskiemu Kościołowi, gdyż wiele wnoszą w ożywienie życia religijnego w tym kraju.
Zofia Gierczyk
46852