Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Z notatnika katechety

Treść


.

Listopadowe dni przenoszą moją myśl na cmentarne alejki, do tych, którzy są już po drugiej stronie życia i którzy wiedzą dużo więcej i lepiej...Za nami jedno z najpiękniejszych chrześcijańskich świąt; Uroczystość Wszystkich Świętych. Dzień, w którym ludzie przemierzają niekiedy setki kilometrów, aby stanąć przy grobie bliskich, pomodlić się, złożyć kwiaty, zapalić lampkę, powiedzieć, że tak naprawdę śmierć nie jest końcem, że miłość jest wieczna, a celem naszego życia jest świętość, jest niebo, że życie człowieka zmienia się, ale się nie kończy. Listopad, to w tradycji chrześcijańskiej czas modlitw za dusze Zmarłych. Tę piękną tradycję Kościoła katolickiego zaczyna przyćmiewać jednak od pewnego czasu “święto” duchów, zwane Halloween.
Moi uczniowie na jednej z lekcji postawili mi pytanie, co sadzę o Hallowen, według nich to tylko jakaś fajna zabawa, dlaczego więc miałby nie brać w niej udziału katolik. Z rozmowy z nimi okazało się, że niewiele wiedzą o genezie tego “ święta duchów”. Geneza Halloween sięga tysięcy lat wstecz i wywodzi się z celtyckiego święta, podczas którego oddawano cześć panu zmarłych, bogu Samhainowi. Wierzono, że w noc z 31 października na 1 listopada duchy osób Zmarłych zstępują na ziemię, powracając do swych dawnych miejsc zamieszkania i odwiedzając żyjących. Celtowie gasili w tym czasie wszelkie ogniska, kaganki i pochodnie, żeby ich domy wyglądały na zimne i niegościnne, a poza domem wystawiali żywność dla duchów. Sami ubierali się w stare, podarte ubrania i chodzili po wsiach udając brudnych włóczęgów, co miało odstraszać duchy. Niezatroszczenie się o pokarm dla duchów mogło spowodować wiele nieprzyjemnych następstw - złe duchy mogły zaszkodzić żyjącym. Podczas tego święta druidzi (kapłani celtyccy) którzy byli magami, lekarzami, astrologami, spełniali obrzędy noworoczne, częścią których było nawet składanie w ofierze ludzi.
Dzisiejsze zabawy halloween’owe to echo druidycznych obrzędów np. tradycja żądania poczęstunku słodyczami bierze się z pogańskich wierzeń, że w zamian za smakołyki duchy mogą pobłogosławić obdarowującego. Wydrążona dynia to przypomnienie zwyczaju rzeźbienia portretu demonów, aby odstraszały nieszczęścia, to symbol dusz potępionych. Warto też wspomnieć, że w starożytności podświetlone dynie lub czaszki umieszczano na dachach domów, co oznaczało, że mieszkańcy takiego domostwa czczą szatana i należą się im względy demonów. Ze smutkiem należy uświadomić sobie fakt, że Halloween jest kultywowany także w katolickiej Polsce. Wieczory halloween'owe urządzane są w szkołach, klubach, pubach. Nazywa się to świetną zabawą, która zaspokaja potrzebę tajemniczości. Niestety ta dobra "zabawa" może być pierwszym krokiem do inicjacji w świat okultystyczny czy demoniczny. Moi uczniowie słuchając o zagrożeniach wynikających z niewinnej halloween’owej zabawy stracili trochę pewności, co do tego, że Halloween to tylko fajna zabawa. Myślę, że wszyscy winniśmy zadać sobie pytanie: Czy za lat kilka zamienimy znicze na świeczkę w wydrążonej dyni, a wspomnienia o świętych na przebieranki w czarownice i upiory? Najbardziej niebezpieczne jest jednak to, że Polakom , którzy1 listopada czczą Wszystkich Świętych, a dzień później wspominają bliskich zmarłych i modlą się za dusze cierpiące w czyśćcu, nie przeszkadza to, aby wystawiać w oknach dynie ze świeczką, szykować strojów wiedźm dla ośmiolatek czy w przebraniach rodem z horroru bawić się do rana w restauracjach i pubach. Musimy uświadomić sobie, że Halloween i uroczystość Wszystkich Świętych to dwa święta “dotykające” śmierci, ale w kompletnie różny sposób: jedno ubierające ją w maskę rodem z horroru “Noc żywych trupów”, drugie pełne oddechu, światła. Pragnę te moje listopadowe zamyślenia zakończyć fragmentem medytacji Papieża Benedykta XVI: “Bóg jest mocniejszy niż śmierć i kto umiera w Chrystusie, umiera do życia. Wspólnota świętych obejmuje życie i śmierć: człowiek trzyma się jej właśnie w chwili śmierci, aby nie spaść w pustkę; aby ta wspólnota wciągnęła go w prawdziwe życie; aby również w towarzystwie świętych stanąć przed Sędzią i dzięki ich obecności wytrwać w godzinie sądu. W ten sposób cmentarz - plac żałoby i przemijania – stał się miejscem nadziei. Kto tutaj jest pochowany, mówi: “Wierzę Ci, Chrystusie Zmartwychwstały. Trzymam się Ciebie. Nie sam przychodzę w śmiertelnej samotności tego, który nie potrafiłby kochać; przychodzę we wspólnocie świętych, którzy mnie i w śmierci nie opuszczą.” Tę przemianę miejsca żałoby w miejsce nadziei widać też w zewnętrznym wystroju tego cmentarza (zresztą, wszystkich cmentarzy chrześcijańskich w ogóle): zdobią go kwiaty i drzewa; zdobią go znaki miłości i przywiązania. Jest on jak ogród, taki mały raj pokoju w niespokojnym świecie, taki znak nowego życia. Cmentarz jako miejsce nadziei - to jest chrześcijańska wizja. (...) Cmentarz zaprasza nas, abyśmy tak żyli, żeby nie wypaść ze wspólnoty świętych. Zaprasza nas, abyśmy w życiu szukali tego i byli tym, co przetrwa i w śmierci, i w wieczności.”
(ak)
51080