Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wywiad z p.Januszem Bobrkiem - dziennikarzem >Sądeczanina<

Treść


.
Największą wartością dla mnie jest
kontakt z drugim człowiekiem
czyli wywiad z Januszem Bobrkiem
 - dziennikarzem „Sądeczanina”
 
Janusz Bobrek - dziennikarz portalu sadeczanin.info i miesięcznika „Sądeczanin”, z wykształcenia historyk literatury. Na swoim koncie ma kilka publikacji historycznoliterackich i popularnonaukowych oraz otwarty przewód doktorski.
 
Co skłoniło Pana do pracy dziennikarza? Czy od zawsze Pan o tym marzył, czy też była to raczej spontaniczna decyzja?
    - Nigdy nie marzyłem o dziennikarstwie, tak naprawdę jest to zawód, który nigdy wcześniej nie przyciągał mojej uwagi. Praca dziennikarza związana jest raczej ze zmianą miejsca zamieszkania. Mieszkałem we Wrocławiu przez jedenaście lat, a niedawno przeprowadziłem się do Nowego Sącza. Dziennikarstwo było zajęciem, które najbardziej odpowiadało moim kwalifikacjom. Posługiwanie się słowem pisanym nigdy nie sprawiało mi większej trudności.
 
A co ze studiami?
    - Moje studia nie miały nic wspólnego z dziennikarstwem. Z wykształcenia jestem historykiem literatury, skończyłem studia magisterskie i doktoranckie na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego.
 
Jakie większe osiągnięcia ma Pan na swoim koncie?
   - Napisałem trzy książki popularnonaukowe, a także kilka artykułów o charakterze popularyzatorskim czy też historycznoliterackim.
 
A dlaczego akurat „Sądeczanin”?
    - Bo tam mnie przyjęli do pracy (śmiech). Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że otrzymanie etatu dziennikarza jest rzeczą bardzo trudną do osiągnięcia. Wszystko zależy od danej gazety, od tego, czy potrafi ona zarobić na siebie i zapewnić wystarczająco dużą liczbę etatów. Wydaje mi się, że „Sądeczanin” jest medium ciągle rozwijającym się, który ma coraz więcej czytelników. Statystki pokazały, że w ostatnim miesiącu nasz portal miał 2,5 miliona wejść. Unikatowych czytelników jest 200 tysięcy. Myślę, że gdyby „Sądeczanin” był gazetą, doskonale sprzedałby się na terenie Sądecczyzny.
 
Od jak dawna zajmuje się Pan bezpośrednio dziennikarstwem?
    - Od roku. Wcześniej, we Wrocławiu pracowałem w wydawnictwie, które zajmowało się wydawaniem czasopism w branży motoryzacyjnej i biznesowej. Do moich obowiązków należało kierowanie przepływem artykułów do redaktora naczelnego, a także ich sprawdzanie. Poza tym nigdy wcześniej nie miałem bezpośredniej styczności z dziennikarstwem. Pisałem i prowadziłem przez dwa lata zajęcia na wrocławskiej polonistyce.
 
Czy może Pan powiedzieć, że jest to praca pańskich marzeń?
    - Ciężko mi to ocenić, bo tak naprawdę nie miałem okazji sprawdzić się jeszcze w wielu innych zajęciach. Uważam, że jest to praca, która pozwala realizować samego siebie, ale z drugiej strony mam świadomość, że jest ona często niewdzięczna pod dużą presją. Dziennikarz jest osobą, która nie wyczaruje tematów, jeśli ich po prostu nie ma (przynajmniej nie po roku pracy). Często też musi napisać artykuł jeszcze raz, coś poprawić, napisać coś w niedzielę, co nie jest na pewno mobilizacją. Największą wartością dla mnie jest kontakt z drugim człowiekiem, bo pracując w dziale dotyczącym kultury, miałem okazję spotkać się z różnymi ciekawymi, znanymi ludźmi, którzy przyjeżdżają na teren Sądecczyzny w ramach różnych festiwali, wydarzeń kulturalnych. I właśnie ta rozmowa z nimi, możliwość poznania i przeprowadzenia wywiadu daje mi satysfakcję. Mimo wszystko uważam, że najprzyjemniejsza w życiu jest nauka i wolałbym się uczyć niż pracować.
 
Praca dziennikarza wymaga wielu poświęceń, czy nie koliduje to z pańskim życiem osobistym?
    - Żona jeszcze mnie nie zostawiła (śmiech). Pracuję bardzo dużo, nawet sześćdziesiąt godzin tygodniowo, rzadko zdarza mi się także wolny weekend. W tej pracy trzeba być mobilnym nawet przez dwanaście godzin dziennie. Mimo to potrafię jednak znaleźć czas na życie osobiste. Oprócz dziennikarstwa, tak, jak już powiedziałem wcześniej, zajmuję się pisaniem książek. Ostatnią udało mi się napisać wiosną tego roku. Lubię także chodzić po górach, na co także znajduję czas. Do niedawna biegałem również w maratonach A w związku ze zmianą miejsca zamieszkania, przyjaciół jeszcze nie mam tutaj zbyt wielu i nikogo nie zaniedbuję.
 
A co Pan myśli o poziomie polskiego dziennikarstwa?
    - Trudno mi ocenić. Patrzyłem raczej na dziennikarstwo, jako czytelnik. Tak naprawdę nie mam dużego doświadczenia, nie uczyłem się dziennikarstwa. Wydaje mi się, że dziennikarstwo prasowe przeżywa ówcześnie mały kryzys, ale jest on wynikiem problemów ekonomicznych wydawnictw. Sądzę także, że ciężko jest ze strony czytelnika znaleźć jakąś gazetę, która pod każdym względem odpowiadałaby obiektywnej wizji świata. Jednakże najbardziej lubię „Gazetę Wyborczą”, ponieważ uważam, że jest to kwintesencja dobrego dziennikarstwa, zwłaszcza dodatek „Duży Format”.
 
Jak ocenia Pan zaangażowanie młodych ludzi w zawód, który Pan uprawia?
    - Tak naprawdę wydaje mi się, że zaangażowanie ludzi młodych jest niskie. Prowadzę rubrykę „Sądeczanin Młodych”. Jest to rubryka, w której młodzież może korzystać z daru pierwszych publikacji, przysyłać swoje artykuły. Mimo to uważam, że młodzi nie są aktywni. Nie wiem jak to oceniać. Nie potrafię powiedzieć, czy młodzież jest leniwa, czy też nie ma pomysłów. Mało jest tekstów napisanych przez ludzi młodych. Mogę wspomnieć w tym momencie o mojej jednej podopiecznej, która w czasie jednego roku napisała kilkadziesiąt artykułów i swój dar oczywiście jak najbardziej wykorzystała. Poza tym mam około dziesięciu uczniów, z którymi jestem w stałym kontakcie.
 
Jakie rady i wskazówki mógłby Pan dać młodym dziennikarzom?
    - Przede wszystkim rozglądania się, szukania tematów do swoich artykułów. Każdy, kto myśli poważnie o dziennikarstwie powinien śledzić tygodniki, dzienniki. Powinien dużo czytać, nie tylko książek, ale także publikacji w czasopismach. Należy także nauczyć się rozmawiać z ludźmi. Przede wszystkim młodzi ludzie powinni próbować dużo pisać, sami tworzyć, kształtować swoje umiejętności posługiwania się słowem. Warto przeglądać strony internetowe, na których często umieszczane są konkursy dla młodych i tam właśnie próbować wysyłać swoje artykuły. Chciałbym zwrócić uwagę także na to, aby nie rezygnować, nie zniechęcać się i wytrwale dążyć do swoich celów.
 
Rozmawiały: Ewelina Podgórska i Gabriela Jastrzębska
uczennice klasy dziennikarskiej LO im. Marii Skłodowskiej-Curie
w Starym Sączu
 
47073