Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Dlaczego jestem wolontariuszem? - rozmowa z p.Lidią Pietrzyk

Treść


.

.
DLACZEGO JESTEM WOLONTARIUSZEM?
- rozmowa z p.Lidią Pietrzyk - sekretarzem POC
 
„Jesteście promieniami nadziei, który rozprasza mrok samotności i dodaje odwagi do przezwyciężenia pokusy, przemocy i egoizmu”
- na zakończenie Międzynarodowego Roku Wolontariatu (grudzień 2010) napisał Jan Paweł II, podkreślając wyjątkowe znaczenie takiej pracy.
„Wolontariusz” - należy do wyrazów zadomowionych ostatnio w naszym języku i często powtarzanych. Myślę, że dlatego, iż wyraża jakąś tęsknotę człowieka, by w skłóconym, często obojętnym świecie zatrzymać się na chwilę, pomyśleć i popatrzyć w gwiazdy, być potrzebnym po cichu w myśl przesłania, że „kocha się za darmo”.
Ktoś powiedział, że „miarą naszej wartości jest drugi człowiek”; ktoś inny, że „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Wolontariat daje ku temu wiele okazji.
    Są różne wolontariaty, ale najważniejszy to ten, który znajduje motywacje w Chrystusowym przykazaniu miłości miłosiernej.
W naszym urokliwym miasteczku najsilniejszy jest wolontariat Caritasu, tej parafialnej charytatywnej organizacji, która pochyla się nad każdą zauważoną biedą, a po drodze „zapala zagasłe gwiazdy i ociera niejedną łzę”.
Ostatnia akcja świątecznych paczek spełniła oczekiwania, a pięknie przygotowane spotkanie opłatkowe było nie tylko okazją do tradycyjnego kolędowania. „Spotkania są wyjściem z własnego świata, z własnej samotności i otwarciem na ludzi, poszerzają horyzonty i uczą bycia z innymi i dla innych” - napisał ks.prof.J.Tischner, a wielu myśli tak samo.
Dlaczego jesteś wolontariuszem?
.

.
Z tym pytaniem zwróciłam się do p.Lidii Pietrzyk, siostry znanego w Sączu ks.arcybiskupa Juliusza Janusza (obecnie nuncjusza apostolskiego w Słowenii), emerytowanej nauczycielki, aktualnie sekretarza Parafialnego Oddziału Caritas w Starym Sączu.
Znana w środowisku, jako wybitna i kochana przez wychowanków, nauczycielka, żona, matka i babcia - dusza i serce swojej pięknej rodziny, znalazła czas, by pracować w Akcji Katolickiej, sekretarzować w Caritasie, mieć zawsze życzliwy uśmiech i gotowość udzielenia pomocy, gdy jest potrzebna.
Czas bezinteresownie komuś podarowany jest wartością nadrzędną w stosunkach międzyludzkich, ale wśród zabieganych dni nie znajduje zbyt wielu, na miarę potrzeb, ofiarodawców.
Dlaczego robisz to tak chętnie? - zapytałam w trakcie przygotowywania spotkania.
    - To zwyczajny odruch serca. Współczucie, którego smak znałam od zawsze, odkąd nauczono mnie dzielić się zabawkami i chlebem. Wzorce wyniosłam z rodzinnego domu, a wychowywałam się w licznej, wielopokoleniowej rodzinie, w trudnych wtedy czasach.
Odkąd pamiętam, nasz duży dom często nawiedzali rozmaici ludzie potrzebujący różnorakiej pomocy, której im nigdy nie odmawiano. Mój Tatuś nieprzerwanie przez 43 lata był sołtysem i wiele dobrego zrobił dla środowiska. Przy swoich normalnych zajęciach zawsze znalazł czas, by wysłuchać poranionych przez życie, poradzić i przyjść z konkretną pomocą w rozwiązywaniu trudnych problemów.
Dlatego moim Rodzicom zawdzięczam taką moralną wrażliwość i aktywność społeczną, które pomagały w wyborze i wykonywaniu pasją zawodu nauczyciela. Przez 36 lat realizowałam te swoje marzenia razem z mężem, absolwentem Liceum Pedagogicznego, który też pracę nauczyciela - wychowawcy traktował jako powołanie i zawsze mnie wspierał.
Piękne świadectwo, zwłaszcza dla rodziców, którzy są pierwszymi i bardzo ważnymi nauczycielami. Jak trafiłaś do Caritasu?
    - Zaprosiła mnie siostra Eleonora Salamon - przewodnicząca parafialnego oddziału. Nie zastanawiałam się długo, chociaż zajęć w domu nie brakuje. Przypomniała mi się czytana kiedyś młodzieży i nie raz powtarzana modlitwa ks.Wiesława Niewęgłowskiego. Pozwolę sobie ją przytoczyć, bo angażuje myśli i serce:
Panie -
            gdy będzie mi zimno, przyślij mi kogoś, bym go odział;
            gdy będę smutny, niech muszę kogoś pocieszyć;
            gdy zaciąży mi moje brzemię, włóż na mnie brzemię innych;
            gdy będę głodny, daj mi tego, kogo trzeba nakarmić;
            gdy będę spragniony, daj mi kogoś do napojenia,
            a gdy będę potrzebował serca i czułości,
            niech samotni przyjdą po pociechę do mnie!
Znam tę piękną modlitwę powtarzaną przy różnych okazjach. Spraw, Panie, byśmy najlepiej dawali świadectwo Twego miłosierdzia. Na to świadectwo uczulał nas ks.Andrzej Wolanin z Tarnowa, który prowadził rekolekcje dla wolontariuszy Caritasu w Diecezjalnym Centrum Pielgrzymowania „Opoka” w Starym Sączu.
Szukających różnorakiej pomocy było, jest i zawsze będzie sporo. O pomoc do Caritasu zwracają się różni ludzie. Głodni - szukają chleba, bezrobotni - pracy, smutni - uśmiechu, odrzuceni - ciepła, wysłuchania. Jeśli można pomóc, trzeba to zrobić: „albowiem siebie dając - coś się otrzymuje, a siebie zapoznawszy, można znaleźć siebie”. W dodatku pomoc bliźniemu jest fundamentalną misją Kościoła powszechnego, którego jesteśmy członkami.
    Pięknie to powiedziane, dziękuję w imieniu szukających odpowiedzi na pytanie: „jak żyć?”
Jeśli dzięki tej szczerej, sugestywnej wypowiedzi przybędzie choć jeden aktywny wolontariusz, już warto było ją przekazać, a przybędzie na pewno wielu. Wiadomo że: „słowa uczą, ale przykłady pociągają”.
Zanotowała KM
Fot.: Jolanta Czech
49760