Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

SPORTOWIEC ARKADIUSZ BORZĘCKI

Treść


.
SPORTOWIEC ARKADIUSZ BORZĘCKI
 
    Tak zatytułowana jest biała teczka, z pieczołowicie zafoliowanymi prasowymi wycinkami i sportowymi zdjęciami naszego bohatera.
    Arka i jego rodziców poznałam dzięki temu, że przed sześcioma laty powstało w Starym Sączu Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo”.
Wszyscy zlecieliśmy się do „Gniazda”, aby być razem, wspierać i wspomagać się wzajemnie, korzystając z tego, co jeden drugiemu ofiarować potrafi.
    Przekazując sobie znak pokoju uczestnicy mszy pod Turbaczem, zainicjowanych przez ks.prof.Józefa Tischnera, mówią do siebie: „Dobrze żeś jest”. Oczywiście, cieszymy się z każdego człowieka, którego Pan Bóg postawił na naszej drodze życia. Ale tak po ludzku, to często - co wynika z naszej ludzkiej natury, własnej słabości i niedoskonałości - jednymi cieszymy się bardziej, innymi mniej. Arek od chwili, gdy poznałam jego historię zaimponował mi swoją postawą i myślę, że każdemu pesymiście i malkontentowi może być stawiany za wzór do naśladowania.
Często własne niedomagania stanowią dla nas barierę trudną do pokonania. Tym bardziej, w kontekście przypadającego 11 lutego już XX. Światowego Dnia Chorego, postanowiłam przedstawić Arka Czytelnikom.
Aby poznać szczegóły, wybrałam się na spotkanie do gościnnego domu w Przysietnicy, gdzie mieszka wraz z rodzicami Władysławą i Janem Borzęckimi.
    „Arek urodził się 22 października 1988 roku w Nowym Sączu” - mówi mama, a tata dodaje: „o godzinie pierwszej dwadzieścia dwie”. I już wiadomo, jak ważnym wydarzeniem dla nich były narodziny pierworodnego syna.
„Ważył pięć i pół kilograma i był ślicznym chłopakiem, tryskającym zdrowiem i niewiarygodną energią. Z każdą chwilą życia dochodziły nowe umiejętności. Uwielbiał biegać, skakać, robił przewroty i fikał koziołki. Właściwie do czasu tego nieszczęsnego wydarzenia, które zburzyło spokój i stabilizację rodziny, nie chorował.
.

.
7 lipca 1994 roku zdarzył się wypadek komunikacyjny. Samochód kierowany przez wujka, z ponad pięcioletnim Arkiem, w którym jechał wraz z mamą, dwójką innych dzieci i ich mamą, koło Kadczy został zepchnięty z szosy przez ciężarówkę.
O życie chłopca zaczęli walczyć lekarze ze szpitala w Nowym Sączu, a szczególnie chirurg p.Roman Deja. „Pierwsza operacja polegała na wyjmowaniu odłamków kości, które utkwiły w mózgu i spowodowały jego uszkodzenie, czego następstwem był lewostronny paraliż” - mówi z przejęciem mama Arka.
.

.
Po siedmiu dniach uratowany chłopiec został przewieziony na dalsze badania i leczenie do szpitala dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu, gdzie znalazł się pod znakomitą opieką dr Marka Harasiewicza, z którym do tej pory utrzymuje kontakt. Wdzięczność dla opiekujących się malcem lekarzy i personelu medycznego rodzina Borzęckich podkreśla w rozmowie co chwilę.
Arek przynosi ze swojego pokoju fotografię z tego czasu i wyjmuje ją z ramki. Widać, że stoi na wierzchu i często spogląda na nią. Wszyscy zgodnie pozwalają ją opublikować w gazetce. To zdjęcie świadczy również o tym, jaka ogromna wola życia tliła się w tym małym człowieku, za którego oddychał respirator. Jak wielka wiara w Bożą moc i nadzieja w dobre zakończenie leczenia dawała siły rodzicom chłopca, aby przetrwać ten trudny czas. Odkąd tylko to stało się możliwe rozpoczęta została rehabilitacja. I tu znowu wymieniają i sercem dziękują pracownikom Poradni Rehabilitacyjnej w Nowym Sączu, a szczególnie p.Lusi Jawor ze Starego Sącza, która przez piętnaście lat usprawniała Arka.
Mama wspomina, że lekarze nie mogli się nadziwić woli syna do aktywnego życia. Stąd jego niechęć do inwalidzkiego wózka i wielka energia wkładana w ćwiczenia - mimo bólu, na który nigdy nie narzekał. Jego upór w działaniu, już od dziecka jest znany w rodzinie, i tak zostało do dzisiaj. Mimo trwającego niedowładu, nie tylko chodzi i świetnie sobie radzi z codziennymi czynnościami życiowymi, ale od epizodu, jakim były treningi w biegach na 200 metrów, podjął regularną pracę w dyscyplinach, które obok siły wymagają dobrego opanowania techniki. Rzut oszczepem i pchnięcie kulą stały się jego pasją.
W rodzinie niepełnosprawność Arka stała się jakby motorem do wzmożonego działania i podejmowania wyzwań z tym związanych.
Rok poruszał się na wózku inwalidzkim, a wiedzę z zakresu szkoły podstawowej i gimnazjum zdobywał w toku nauczania indywidualnego w Przysietnicy. Następnie ukończył ZSZ. nr 6 w Nowym Sączu, gdzie nauczycielami byli p.Katarzyna i Marian Gonciarzowie, którzy także, jak nauczyciele z podstawówki, zauważyli upór w dążeniu do celu, siłę i energię, która rozpierała ich podopiecznego. W tym czasie Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo” rozpoczęło treningi paraolimpijskiej dyscypliny sportu, jaką jest boccia. Jak wspomina wiceprezes Stowarzyszenia p.Wojciech Lasek, właśnie podczas treningów bocci, które prowadził, zauważył, że Arek oprócz siły, dysponował jeszcze szczególną precyzją, wolą walki i zwycięstwa, i chęcią pokonywania własnych niedomagań.
Oczywiście Arek grał w drużynie „Gniazda”, która zwyciężyła w zorganizowanym przez Stowarzyszenie I Powiatowym Turnieju Bocci Osób Niepełnosprawnych o puchar Burmistrza Miasta, który odbył się 12 maja 2007 roku. Wzięło w nim udział około 150 niepełnosprawnych osób, zgrupowanych w dwudziestu drużynach, z 11 regionalnych ośrodków, a wśród zawodników Arek wyróżniał się koncentracją i celnością rzutów. W imieniu zwycięskiej drużyny odbierał puchar z rąk burmistrza Mariana Cyconia.
Grał również w drużynie, która w Mistrzostwach Polski w Bocci w Wągrowcu zajęła IV miejsce.
Wraz z rodzicami zdecydował o rozpoczęciu treningów w klubie „Start” - Zrzeszeniu Sportu Osób Niepełnosprawnych w Nowym Sączu w pchnięciu kulą, rzucie dyskiem i oszczepem. Próbował swych sił również w zjazdach narciarskich. Jego trenerem i opiekunem został Stanisław Ślęzak. Już w czerwcu 2008 roku wziął udział w XIX Międzynarodowej Spartakiadzie Osób Niepełnosprawnych w Wiśle. Rok później na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Osób Niepełnosprawnych w Kozienicach w pchnięciu kulą zdobył brązowy medal, w rzucie oszczepem był czwarty a w biegu na 200 m uplasował się na szóstym miejscu.
Brał też udział w Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży Niepełnosprawnej w Wiśle, gdzie zdobył srebrny medal w rzucie oszczepem, brązowy w pchnięciu kulą oraz czwarte miejsce w biegu na 200 m. Reprezentował „Start” na mistrzostwach w Szczecinie i Bydgoszczy.
    Od początku naszej rozmowy przewija się marzenie Arka o znalezieniu się w reprezentacji Polski na XIV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie, które odbędą się w dniach 29 sierpnia - 9 września w Londynie. Ale rodzice mówią, że chyba jednak bardziej realny będzie udział w paraolimpiadzie w Rio de Janeiro w 2016 roku. Marzenia się spełniają…
.

.
Arek w wyznaczonych godzinach ćwiczy w swoim pokoju, gdzie ma specjalne urządzenia. Ale to nie wystarczało. Potrzebny był profesjonalista, który popracowałby z Arkiem nad techniką rzutów, co po trzech latach treningów stało się koniecznością. I w tym znowu pomógł p.Wojciech Lasek z „Gniazda”, który dogadał się z p.Stanisławem Szuberlą z krakowskiego klubu „Wawel”.
Stanisław Szuberla mimo - jak mówią rodzice - „początkowych obaw” związanych z podjęciem pracy z osobą niepełnosprawną, podjął się tego zadania zupełnie bezinteresownie.
W każdą sobotę Arek jeździ do Krakowa albo z rodzicami, albo pod opieką p.Wojciecha Laska i pod okiem trenera uczy się prawidłowo wykonywać jego polecenia, i niestety pozbywać się pewnych niedobrych swych starych przyzwyczajeń. Po nowemu wszystko musi ze sobą współgrać. Wymaga to samozaparcia, przezwyciężania bólu i ogromnych chęci. Ale Arek jest dzielny i nie chce się poddać. Jego krakowski trening, to ponad dwieście każdorazowo oddanych rzutów. Oczywiście, przydałyby się częstsze treningi, ale to wszystko kosztuje.
Na te wyjazdy roczne stypendium w wysokości 300 zł miesięcznie ufundował Bank Spółdzielczy w Starym Sączu, a dres do ćwiczeń załatwiony został dzięki przychylności państwa: Haliny Haraf i Ryszarda Skwarczka z „Piwniczanki”.
W 2011 r. Arek otrzymał nagrodę prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka.
    Przy intensywnych treningach konieczne jest specjalne odżywianie, o co dba p.Władysława Borzęcka, a pomagają w tym również pracowite jak rodzice Arka - pszczoły z ich hobbystycznej pasieki.
    Władysława i Jan Borzęccy, tak, jak cieszą się z pasji i stylu życia syna, który od wczesnych dziecięcych lat nauczył się walczyć i wygrywać - najpierw o swoje życie, potem o powracanie do sprawności, a następnie podjął sportową rywalizację, tak ich drugą miłością są pszczoły, o których również opowiadają ze znawstwem i entuzjazmem, zachwalając ekologiczne produkty pszczele ze swej pasieki.
    Po tej rozmowie pomyślałam, że świętując 11 lutego XX Światowy Dzień Chorego, wyraźmy szczególne uznanie tym, którzy sami z różnych powodów niedomagając, dają nam „zdrowym” świadectwo i przykład „jak żyć”.
Myślę również, że hasło Dnia: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”, nawiązujące również do Roku Wiary, który rozpocznie się w Kościele 11 października 2012 r. w sposób szczególny można odnieść do Arka i jego rodziców.
 
    „Tym, którzy pracują w służbie zdrowia, jak również rodzinom, które widzą w swoich bliskich cierpiące oblicze Pana Jezusa, jeszcze raz dziękuję w imieniu własnym i całego Kościoła, że poprzez fachowe umiejętności i milczącą obecność, niejednokrotnie nawet bez wymawiania imienia Chrystusa, w konkretny sposób świadczą o Chrystusie” - Benedykt XVI (por. Homilia podczas Mszy św. Krzyżma, 21 kwietnia 2011 r.)
 
    A obok podziękowań, szczególnie do moich rozmówców kieruję najlepsze życzenia Bożej Opieki i realizacji życiowych planów i zamierzeń.
Jolanta Czech
 
49745