Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Z notatnika katechety

Treść


.
 
.
     Niedawno, jeden z moich uczniów zapytał mnie o znaczenie łacińskiego zwrotu “Per aspera ad astra”. “Przez trudy do gwiazd” - wyjaśniłam mu, ale to pytanie zrodziło we mnie wiele innych myśli i refleksji związanych z problemem cierpienia, choroby, podejmowania trudu codziennego życia. Nic więc dziwnego, że zagadnienie cierpienia stało się tematem rozmowy z moimi uczniami.
     Skoro już w starożytności sformułowano sentencję “per aspera ad astra”, to jak my chrześcijanie zapatrujemy się na cierpienie? Jak widzimy je w świetle Pana Boga? Rozmowa z młodymi ludźmi ukazała, że często bywa tak, że obarczamy Pana Boga za bolesny los i cierpienie. A przecież to Bóg jest naszym Stworzycielem, to On utrzymuje nas przy życiu i jest szczególnie blisko w chwilach, gdy Go potrzebujemy. Niewątpliwie choroba, cierpienie prowadzi zawsze do doświadczenia kruchości własnego istnienia, skłania do trudnych refleksji i przemyśleń, oraz stanowi warunek duchowego dojrzewania. Młodzi ludzie uważają, że:
Cierpienie jest jedną z możliwości wybłagania, wyproszenia wielu łask. Jest potrzebne, aby człowiek uświadomił sobie, jak cenne jest życie, zdrowie, aby zauważać także innych ludzi.” (Magda)
Ono (cierpienie) uczłowiecza i pozwala stać się bardziej dojrzałymi i mądrymi ludźmi. Przez cierpienie inaczej zaczynamy patrzeć na świat.” (Janek)
Jest czymś, co boli, czymś, co tak trudno zrozumieć. Często pytamy Boga, dlaczego to właśnie my cierpimy, a nie inni. Bardzo często cierpienie zbliża nas do Boga. Uczy nas wiele rzeczy i przez nie wiele doświadczamy.” (Aleksandra)
Cierpienie to miłość, którą ofiarujemy Panu Bogu i z Nim się jednoczymy. Poprzez cierpienie upodabniamy się do Chrystusa.” (Julka)
Cierpienie jest czymś strasznym, boję się go.” (Katarzyna)
     Kiedy dzisiaj analizuję te i inne wypowiedzi młodych ludzi o cierpieniu, to kolejny raz uświadamiam sobie, jak wielką i niewypowiedzianą tajemnicą jest cierpienie, dla tych, których życie jest szczególnie związane z cierpieniem. To ci, których rytm życia wyznaczają kroplówki, kolejne pobyty w szpitalu, podawane lekarstwa, bezsenne noce, oczekiwania na diagnozy, które stają się wyrokami, i ataki bólów nie do zniesienia. Ale to także ci, którzy cierpią z nimi, chociaż nie doświadczają fizycznego cierpienia i bólu, to Ci, którzy z nimi czuwają i tak wiele mówią swoją obecnością, chociaż nie wypowiadają słów.
     Nasza obecność przy chorym człowieku jest niezbędna, jest bardzo potrzebna, bo łatwiej wtedy zrozumieć człowiekowi choremu sens cierpienia i doświadczyć miłości Boga w prostych gestach ludzkiej życzliwości. Kiedy zapisuję te słowa, powracam myślą do moich spotkań z ludźmi, których udziałem stało się cierpienie. Często byłam zażenowana ich wdzięcznością. Poświęcając im odrobinę czasu, serca, otrzymywałam stokroć więcej. Każde spotkanie z nimi uczyło mnie wielkiej pokory, zaufania i wiary, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedy dzieliłam się z młodzieżą moim doświadczeniem spotkania z cierpiącym człowiekiem i widziałam na ich twarzach wypisaną zadumę nad sensem cierpienia, które przecież może przyjść bardzo nagle i nieoczekiwanie myślałam, czy młodzi ludzie XXI wieku, wychowani na reklamowych hasłach łatwego, bezstresowego życia, potrafią dostrzec cierpienie, jako szansę duchowego rozwoju, szansę do własnego uświęcenia?
(ak)
49368