Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wspomnienia ks.Adama Plichty

Treść


.
Ksiądz Adam Plichta wspomina:
MEMU POKOLENIU ŻYCIE NIE SKĄPIŁO
DOŚWIADCZEŃ I PRÓB
 
.
Spośród trzech księży emerytów, rezydujących w Starym Sączu, nie gościliśmy jeszcze na łamach gazetki księdza Adama Plichty. Dzięki wyrażonej zgodzie na rozmowę w rodzinnym domu w Cyganowicach - luka informacyjna zostanie wypełniona i sylwetka Księdza Rodaka przybliżona Czytelnikom. Ksiądz Adam ma o czym opowiadać i potrafi zaskakiwać kronikarską wręcz dokładnością, emocjonalnym zaangażowaniem, poczuciem humoru i gawędziarską swadą. Z wędrówki śladami wspomnień ucznia starosądeckiego liceum, kleryka seminarium i kapłana posługującego w kilku parafiach wyłaniają się: obrazy życia - biografia i osobowość, sukcesy, trudności i dokonania.

Urodził się 3 listopada 1937 roku w Starym Sączu jako drugie z kolei, z dziewięciorga dzieci Weroniki (z Bieńków) i Władysława Plichtów. Dwoje rodzeństwa zmarło w dzieciństwie, podczas panującej epidemii czerwonki, jemu, jednemu z dwójki uratowanych dzieci, cudem udało się uniknąć śmierci. Jak nie dziękować za to Bożej opatrzności? Obecnie żyją jeszcze trzy siostry i jeden brat Księdza. Ojciec - kolejarz z zawodu, a częściowo i rzemieślnik, z ukończoną szkołą rzemieślniczą w Sułkowicach, zarabiał na życie i rodzinę; częściowo utrzymywali się, z mamą, również z małego dwuhektarowego gospodarstwa. W tamtych czasach nie było łatwo wychować i wykształcić taką gromadkę, w Cyganowicach osiedlili się na “Gutówce”, której połowę kupił ojciec, przenosząc się z Suchej Strugi.
     Z satysfakcją wspomina ks.Adam swoje przylgnięcie do Kościoła, mimo przeszkód i różnych przeciwności. To był pewnego rodzaju sprawdzian charakteru i zalążków powołania - to codzienne, piesze przemierzanie sporej odległości z Cyganowic do Klasztoru sióstr klarysek i pięcioletnie ministrantowanie w nim. W klasztorze wtedy kapelanem był ks.Stanisław Kruczek, zamiłowany fotograf, przy którym można było podkształcić się trochę w tej sztuce. Posługiwali również wtedy księża: Niedojadło i Franciszek Pałucki, odprawiali dwie msza dziennie, a za klauzurą u sióstr - tylko jedną mszę w miesiącu.
Nie każdy dzisiaj wie o tym, że do wojny siostry klaryski prowadziły seminarium żeńskie, klasztor współuczestniczył w procesie kształcenia i wychowywania dziewcząt w Starym Sączu.
     W parafii w tamtych czasach proboszczował ks.Antoni Odziomek, do pomocy mający jednego wikarego, ks.Józefa Nowaka, dawnego partyzanta i członka AK, który głosił bardzo patriotyczne kazania, i nie mógł przez to nauczać religii.
W 1951 r. skończyłem VII klasę - mówi ks.Adam Plichta - i zamierzałem wstąpić do tzw. małego seminarium, ale ks.Niedojadło, znający warunki materialne naszej rodziny, poradził miejscowy Ogólniak, a po nim, ewentualnie, seminarium tarnowskie.
     I tak właśnie potoczyły się moje losy. Warunki nauki w LO nie były tak dobre, jak dzisiaj. Wędrowało się po budynkach, uczyliśmy się w tzw. “Czerwonej szkole” na piętrze dzisiejszego budynku Gimnazjum przy ul.Daszyńskiego, gdzie dyrektorował p.Franciszek Dębowski.
Z wielkim szacunkiem wspominam profesorów, m.in. panie: Irenę Hasko i Marię Kotas, bardzo wymagające ale i szlachetne osoby.
     Dziwnym zbiegiem okoliczności mojemu rocznikowi przytrafiały się doświadczalne eksperymenty i szczególne próby tak w liceum, jak i w seminarium, m.in. końcowe egzaminy z przedmiotów w poszczególnych klasach, na maturze obowiązek zdawania aż sześciu przedmiotów, a w seminarium surowsze wymagania, wprowadzony sześcioletni tok kształcenia i dwa razy w roku dwutygodniowe sesje egzaminacyjne.
Może hartowano nas w ten sposób? Mimo odgórnego wrogiego nastawienia i atmosfery niesprzyjającej Kościołowi, jak i kształceniu przyszłych duchownych, nigdy nie kryłem zainteresowania teologią i zamiaru pójścia do seminarium.
     Po egzaminie dojrzałości, zdawanym w 1955 roku abiturient Adam Plichta wstąpił do Seminarium tarnowskiego, a po 6 latach przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Karola Pękali.
Uroczyste prymicje w 1961 r. w Starym Sączu przygotował mu ks.Józef Nowak, skutecznie wspomagający proboszcza ks.A.Odziomka.
Droga kapłańska ks.Adama przebiegała przez następujące miejscowości i parafie:
     wikariat: Tropie - 4 lata, Kamienica k/Łącka - 4 lata, Marcinkowice - 3,5 roku
          (tutaj ukończył Podyplomowe Studium Liturgiczne), Padew Narodowa - 3 lata,
         Otwinów - 1 rok
     probostwo: Żmiąca - 12 lat, Siedlce - 11 lat.
 
W każdej z tych miejscowości zostawił swój wkład, cząstkę serca i dokonań. Czas proboszczowania w ostatniej parafii zakłóciły problemy zdrowotne, przebyty zawał serca (potem jeszcze drugi) zmusiły do wcześniejszego przejścia na emeryturę i zrezygnowania z pełnionej funkcji.
Obecnie ks.Adam Plichta, jako rezydent, zamieszkuje w rodzinnym domu w Cyganowicach. Nadal stara się żyć czynnie i aktywnie, w razie potrzeby zastępuje księży, posługuje w sąsiednich parafiach czy w Klasztorze sióstr klarysek. Ma też u siebie kapliczkę domową, w której, za zgodą ks.biskupa może odprawiać Mszę św. w razie niemożności dotarcia do świątyni.
Zapytany o zainteresowania i zamiłowania, wypełniające wolny czas, odpowiada, że od zawsze były nimi: turystyka i pielgrzymowanie. Pasjami uprawiał wędrowanie, zabiegał o uzyskanie tytułu przewodnika turystycznego, ukończył niezbędne kursy, zdobył złotą Górską Odznakę Turystyczną ale niestety - jako ksiądz nie mógł uwieńczyć starań i przystąpić do końcowego egzaminu.
Od jakiegoś czasu przeszkodą w uprawianiu ulubionego hobby stał się stan zdrowia; osłabione “pozawałowe” serce i częściowa utrata sprawności nogi, jako pozostałość po jej złamaniu.
Na zakończenie ks.Adam dopowiada, że zawsze bardzo cenił sobie niezależność, a przyszło mu żyć w czasach wielorakich ograniczeń, zakazów i nakazów, życie nie szczędziło trudnych doświadczeń.
Jednak wybór drogi kapłańskiej uważa za wielki dar Bożej Łaski, i najtrafniejszą życiową decyzję. Z całą odpowiedzialnością może wyznać, że zawsze starał się służyć Bogu najlepiej, jak tylko potrafił. I czyni to nadal, choć może w ograniczonym zakresie.
 
     Do podziękowań za spotkanie i rozmowę dołączam, na pewno w imieniu wszystkich Czytelników, życzenia dla naszego Gościa Kapłana: wszelkiej pomyślności i ludzkiej życzliwości, ciągłej aktywności duszpasterskiej w zdrowiu i przy wsparciu Bożej Opatrzności. Szczęść Boże!
Zofia Gierczyk
51081