Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Polecane książki

Treść


.
ROCZNICA
 
   Podobnie jak jubileusze rocznice są po to, by się zatrzymać w biegu przy załatwianiu ważnych i nieważnych spraw, spojrzeć wstecz, na szlak przebytej drogi, wspomnieniem objąć wydarzenia i ludzi, którzy mieli wpływ na nasze życie.
O wielu powiedziano: najstraszniejszy śmiertelnych los - zapomnienie - nie będzie ich udziałem.
   Należy do nich także ks.prof.Józef Tischner, któremu Stary Sącz dedykował ciekawy program utrwalony w parafialnym piśmie „Z Grodu Kingi”. Wysoko cenionej, Czcigodnej Redakcji tego miesięcznika należą się wyrazy zbiorowej wdzięczności. Starosądeckie Dni Tischnerowskie, organizowane przez p.Andrzeja Długosza - kustosza Muzeum Regionalnego i p.Marię Sosin - dyrektorkę PiMGBP, są zawsze źródłem intelektualnych i religijnych przemyśleń, inspirują refleksje nad naszym stosunkiem do bogatej spuścizny Księdza Profesora. 10 lat, które minęły od Jego śmierci, od tamtego słonecznego czerwca, gdy tysiące ludzi żegnały Go na małym cmentarzu w Łopusznej to mało i dużo zważywszy czas uciekający na skrzydłach, ale wystarczająco, by wyrosło nowe pokolenie. Księdza Józefa Tischnera znają tylko ze słyszenia i z lektury a nazwisko znajdują wśród wybitnych twórców naszej współczesności, i kultury, o której pisał, że jest „zwierciadłem duszy”.
Z myślą o nich, o młodych, ale na pewno nie tylko powstały „Gawędy o Księdzu Tischnerze” - Wojciecha Bonowicza, wydane przez Instytut Wydawniczy „Znak” - ciekawa książka, którą Państwu polecam. Zbliża ona do nas wybitnego myśliciela, duszpasterza, publicystę - człowieka, który kochał życie i ludzi. Dla tych, co go znali i innych pochylających się dzisiaj nad Jego twórczością, pozostanie najwyższym duchowym autorytetem w sprawach wiary i poszukiwania wartości, które życiu nadają sens.
„Kapelusz na wodzie” - to zbiór ponad 40 gawęd o życiu niezwykłego, a przecież prostego w kontaktach z ludźmi człowieka, który oceniał drugiego nie według tego kim był, ale kim chciał zostać, jakie miał marzenia, do czego dążył. Wtedy, gdy żył ks.Józef Tischner i dzisiaj, siła jego oddziaływania płynie stąd, że wydobywa na jaw głębię pytań, które w człowieku tkwią i umiejętnie kieruje je w stronę Liturgii. Tajemnica zaczyna się odsłaniać, a „otwarcie się na Tajemnicę jest najwspanialszym doświadczeniem, jakiego może doznać człowiek”.
.

.
   Książka jest ciekawa i piękna. Autor próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: na czym polegał fenomen ks.Tischnera? Co ludzi w nim fascynowało i pociągało? Uważnemu czytelnikowi nie trudno będzie znaleźć chociaż częściową odpowiedź.
Najbardziej przejmujące są gawędy związane z okresem choroby. Pozwalają zrozumieć sens cierpienia i może pokorniej przyjąć własne. W pamięci zostają spotkania z ciekawymi ludźmi.
O tym krótkim na Wawelu z Janem Pawłem II i ks.Tischnerem - już na wózku inwalidzkim - tak pisze naoczny świadek bp Jan Chrapek: „Ten uścisk, to ucałowanie i przytulenie było jak uścisk dwóch olbrzymów, którzy szukają niełatwych odpowiedzi na trudne pytania, ale którzy również podpierają Kościół własną niemocą”.
   „Nie wiem, czy tischnerowskiego myślenia o pogodzie ducha można się nauczyć, ale byłoby szkoda, gdybyśmy nie próbowali przynajmniej czegoś z niego zaczerpnąć” - pisze autor we wstępie książki, którą warto mieć, by do niej wracać, gdy trzeba dokonywać wyborów.
Okazjonalnie podarowana przyjaciołom na pewno sprawi radość
Wybrała KM
 
 
Tym, którzy dzieci mają i dzieci kochają polecam jeszcze:
„ROZMOWY Z DZIEĆMI”
 
    Jest to zapis niezwykłych kazań, które ks.Józef Tischner głosił w czasie mszy dla przedszkolaków w kościele św.Marka w Krakowie. O tych mszach krążyły legendy. J.Tischner był pierwszym księdzem, który wychodził do dzieci z mikrofonem i zamiast prawić kazanie, rozmawiał z nimi.
Wyjaśniał, czym jest Kościół, ile razy trzeba przebaczyć, co dzieje się na ołtarzu w czasie Mszy św. Powoli, i z humorem wprowadzał w świat wielkich tajemnic, chrześcijaństwa a do tego zawsze na mszę przychodził z misiem.
Wyglądało to tak: co niedzielę o godzinie dziesiątej otwierały się drzwi zakrystii, rozlegał się dźwięk dzwonka i na środek kościoła wychodziła procesja małych ministrantów. Ostatni ministrant niósł dużego, pluszowego misia. A za ministrantem, który niósł misia, szedł ksiądz, do którego miś należał. Miś nazywał się Bartek a ksiądz nazywał się Józef Tischner. Wszystko to działo się w kościele pw.Świętego Marka w Krakowie przy ul.Sławkowskiej. Dawno? Nie tak dawno, bo jeszcze żyją ludzie, którzy to pamiętają.
.

.
Książka z pietyzmem wydana przez „Znak”, nie tylko zainteresuje i ucieszy dzieci, ale spośród starszych niejednego wzruszy wspomnieniem dzieciństwa, do którego wracamy, czasem z poplątanych ścieżek dorosłego życia.
Wybrała KM
 
46827