Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Treść


.
Starożytni mawiali: podróże kształcą
WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO RZYMU
.
„Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli” pisał w „Medytacjach” Marek Aureliusz, od 161 roku cesarz rzymski, nazywany „filozofem na tronie”. Pamięć przywołuje jego słowa na placu Kapitolu, przy wspaniałym konnym posągu wielkiego Rzymianina, zaprojektowanym przez samego Michała Anioła. To jedyny, zachowany w całości posąg, spośród licznych konnych statui jeźdźców zdobiących niegdyś Rzym.
Jest połowa października 2008 r. Zbliża się 30 rocznica wyboru kardynała Wojtyły na papieża, a my „z dalekiego kraju” przybywamy do Wiecznego Miasta, które przez wzgląd na Jana Pawła II zawsze już będzie bliskie Polakom. Wszystko tu zdaje się być wieczne i wiekowe, tchnie duchem przeszłości i historii, nawet prawda słów Marka Aureliusza ma wymiar ponadczasowy, aktualny także w odniesieniu do naszej podróży.
Tylko 5 dni mieliśmy „na Rzym”, mało a zarazem i dużo, biorąc pod uwagę to, co przez ten czas udało się zaobserwować, poznać i przeżyć. Z gąszczu „zdobyczy” wybieramy najważniejsze i te, które mogłyby zainteresować, a może i wzruszyć Czytelników. Relację z podróży dzielimy na dwie części, w pierwszej znajdą się luźne spostrzeżenia, wspomnienia i refleksje, w drugiej zaś spotkanie z wspaniałą kulturą i sztuką Rzymu zatytułowane: „W hołdzie za dar piękności”. Odbądźmy więc - tym razem wspomnieniowo -
.
PODRÓŻ Z POTRZEBY SERCA
.
To drugi już, grupowy wyjazd do Włoch, byłych i obecnych nauczycieli Zespołu Szkół im.Św.Kingi w Łącku oraz członków ich rodzin. Przed 11 laty jechali głównie na spotkanie z Janem Pawłem II na placu św.Piotra i na audiencję, kilkudniowy pobyt wykorzystali jednak również na zwiedzenie Wenecji, Florencji, Mediolanu, San Marino, Monte Cassino, częściowo Rzymu i Watykanu. Przeżyli niezapomniane chwile i uniesienia oczarowani jednym z najpiękniejszych krajów świata. Dlaczego więc znowu zdecydowali się na Włochy i Rzym, skoro tyle miejsc na świecie pozostaje do zwiedzenia, a polskiego Papieża już nie ma? Nie ma wśród żywych, ale pozostał w podziemiach Bazyliki św.Piotra i w poczuciu bliskości, którego Polakom wciąż brakuje. Marzeniem wielu jest pragnienie, by stanąć przy grobie Ojca Świętego - więc skoro taka potrzeba serc czy mógł być inny wybór niż ten? Zwiedzanie tym razem postanowiono ograniczyć wyłącznie do Rzymu i Watykanu.
Łącko może mówić o szczęściu kojarzonym z imieniem „Krzysztof”, szczególnie gdy trzeba organizować różnego rodzaju podróże, wyjazdy, wyprawy. Świetny organizator pielgrzymek i wycieczek ks.Krzysztof Orzeł ewangelizuje nie tylko w kościele, ale i przykładem życia, i służebnością na co dzień. Każde wyzwanie realizuje chętnie i od zaraz. Ziemia Święta, Paryż, co roku Taize dla młodych, Rzym po raz któryś już z rzędu, wszystko możliwe i do zrobienia. Tak jest zawsze, tak było i tym razem. Opracowanie planu zwiedzania, rezerwacja tanich lotów, również miejsc noclegowych z wyżywieniem i to po jak najkorzystniejszych cenach, a do tego znalezienie świetnego przewodnika po Rzymie, w osobie rocznikowego kolegi z seminarium, to sprawa i zasługa ks.Krzysztofa. O wielkiej wdzięczności będzie jeszcze mowa, tymczasem wybierzmy się w drogę!
W czwartkowe popołudnie wyruszamy z Łącka do Pyrzowic, złota polska jesień za oknami, a od Myślenic - pod kołami coraz gorzej, na całej przestrzeni roboty drogowe, góry ziemi, żwiru, piasku, maszyny, objazdy, korki. Po 4 godzinach i małym błądzeniu docieramy na lotnisko, jeszcze tylko odprawa i lot. Emocji nie brak, bo nie ma to jak ziemia. Półtorej godziny w powietrzu i upragniona pod stopami twardość, tym razem włoska, rzymska. Jaki ten świat mały! Ciepłe przywitanie. Inny klimat. Tylko trochę kłopotów z dojazdem do hotelu, bo to i język „nie ten”, i dość późna pora, i autobusy kierują się swoimi zasadami. Jeżdżą z fantazją, po prostu jak im się chce. Rozkład swoje, one swoje i nikt nie wie, będzie czy nie będzie, którędy jedzie, spóźni się, czy w ogóle wypadnie z kursu. Ludzie widać przyzwyczajeni, pogodzeni, cierpliwie czekają, bez nerwów i narzekania (co to ma za znaczenie wobec wieczności w takim mieście?). I tak już będzie każdego dnia, natomiast metro nie zawodzi ani o minutę, a pociągi w miarę punktualne i o dziwo zatłoczone, bardzo często kursujące - zupełnie inaczej niż u nas. Po dłuższym czekaniu wreszcie o 23.00 jakiś autobus raczy nas zabrać i dowieźć do celu, a w hotelu Ciampino czeka nawet, w papierowych torbach, kolacja i naprawdę komfortowe warunki.
W piątek rano wyruszamy na spotkanie z przewodnikiem; sympatyczny, uśmiechnięty mężczyzna daje znaki, to właśnie ks.Leszek Leszkiewicz, który odtąd będzie nam towarzyszył przez pełne 4 dni. Kupujemy bilet za 16 euro na tygodniowe przejazdy wszystkimi środkami lokomocji i beztrosko jeździmy, czym się da, wzdłuż i wszerz miasta. Jakież jest nasze zaskoczenie, gdy ostatniego dnia okazuje się, że prawie cały czas jeździliśmy „na gapę”, bo większość przewoźników nie respektuje tego typu biletów, u nich trzeba kupować osobno. Mieliśmy szczęście, że nie było kontroli, bo nie wiadomo, czym by się skończyło podróżowanie. We Włoszech takie wpadki to nie przelewki. No, ale wróćmy do piątku.
.

.
Nietrudno się domyślić, od czego rozpoczęliśmy zwiedzanie, gdzie najbardziej ciągnęło nas serce. Oczywiście - od grobu Ojca Świętego. Duchowo nastawieni i już niecierpliwi trochę dojeżdżamy do placu św.Piotra, przed nami bazylika i cel już tak blisko, trzeba tylko jeszcze poszukać kolejki, stanąć w niej i wejść do podziemi. Penetrujemy wzrokiem obrzeża placu szukając miejsca, gdzie przyjdzie nam stanąć. Wokół niekończąca się procesja ludzka 2,3-rzędowa, krok po kroku przesuwająca się ku wejściu do bazyliki. Stajemy na końcu. Wrażenie jest niesamowite. To największy plac Rzymu o wymiarach 240 m szerokości i 340 m długości, można sobie wyobrazić, ilu ludzi kroczy tu każdego dnia. Idą w milczeniu tak głębokim, że bicie serc można by usłyszeć.
Kiedyś pisano, że za Janem Pawłem II szły tłumy, teraz widać, że tłumy idą do niego. Apostołował światu i świat się rewanżuje - pielgrzymując do grobu i pamiętając. Wraz z innymi stajemy w drzwiach, wchodzimy w ciszę podziemi bazyliki, gdzie Święte Groty z nagrobkami 20 papieży, wśród nich, blisko, „ta nasza”, skromna płyta nagrobna z czerwonym płonącym zniczem i napisem; na niej czyjeś ręce położyły pąsowe róże, w różnych miejscach po jednej (jest ich 3-4). Przy bokach płyty stoją 4 duże donice z kwiatami w polskich barwach narodowych. Po lewej stronie, przy wejściu do niszy, narasta w miarę upływu dnia coraz wyższy kopczyk listów, kartek, karteczek zostawianych przez odwiedzających. Cały czas przechodzą, przystają, klękają, zadumani i chyba szczęśliwi; może rozmawiają z Ojcem Świętym, może proszą, dziękują, polecają?
Tak hołd oddają pielgrzymi z całego świata Temu, który wciąż dla tysięcy ludzi pozostaje bardzo ważny; dziękują Mu za to, kim był i co zrobił.
Trudno wyrazić, co czujemy, najmocniej chyba radość i wdzięczność, że możemy tu być, że obecnością przy grobie, modlitwą, trwaniem w bliskości dajemy świadectwo nauce Jana Pawła II, że „Kochać, znaczy pamiętać!”. Że „Miłować, to znaczy być przy osobie, którą się miłuje, to znaczy zarazem i być przy miłości, jaką jestem miłowany”. Jan Paweł II uczył szukania sensu życia i takiego jego przeżywania, by miało ono swą wartość i ciężar. Tutaj najmocniej czuje się wagę tych słów i zobowiązanie.
     To miejsce ma jakąś niezwykłą siłę przyciągania, nie możemy poprzestać na jednorazowym odwiedzeniu. Dwa dni później, wieczorną porą znowu kierujemy kroki ku bazylice, tym razem pewni, że już bez kolejki sami staniemy przy grobie. Ku naszemu zaskoczeniu sytuacja się powtarza, taka sama procesja ludzka podąża ku wejściu, aż trudno uwierzyć. Wzruszenie ściska za gardło, łzawi oczy. Niesamowite, ilu tu ludzi. Przy grobie biali i kolorowi, skośnoocy, świeccy i duchowni, w turbanach, w orientalnych i narodowych strojach… W skupieniu, zamyśleniu, modlitwie. To taka obecność, o którą prosił, jakiej oczekiwał, i jakiej być może potrzebuje na obcej ziemi Jan Paweł II.
.
     Nie sposób wymienić miejsc, obiektów, kościołów i zabytków, które w ciągu tych 5 dni udało nam się zwiedzić. Warto jednak wypunktować to, co było najatrakcyjniejsze, wyjątkowo ważne, co stało się przedmiotem naszej dumy i satysfakcji. A więc podsumowujmy:
  • Znaleźliśmy się przy grobie Jana Pawła II prawie w 30-lecie pontyfikatu, a także w Kaplicy Sykstyńskiej, miejscu elekcji papieskich, gdzie w 1978 roku konklawe wybrało polskiego kardynała na papieża. Odbyliśmy duchowe spotkanie pamięci, modlitwy i wdzięczności.
  • Byliśmy na placu św.Piotra podczas mszy kanonizacyjnej czworga błogosławionych, wtedy też na błogosławieństwie Benedykta XVI. Wysłuchaliśmy pozdrowień adresowanych do Polaków i ciepłych słów poświęconych wspomnieniu Jana Pawła II, a także pięknych pieśni chóralnych, najradośniejszych w wykonaniu hiszpańskim - z wdzięczności za kanonizację rodaka.
  • Mieliśmy szczęście w Roku św.Pawła stanąć u św.Pawła za Murami w przepięknej bazylice, gdzie surowa postać Apostoła Narodów wita przybywających, gdzie płonie znicz symbolizujący ten Rok.
  • Zwiedziliśmy m.in. 4 największe bazyliki Rzymu i potrafimy określić, co którą z nich wyróżnia, co stanowi istotę ich wyjątkowości. I tak:
Bazylika św.Piotra - monumentalna, największa świątynia chrześcijaństwa, wzniesiona przez Konstantyna na grobie Apostoła Piotra, dziś określana jest jednym z cudów świata. Jej osobliwością są: rzeźba z brązu przedstawiająca św.Piotra, wspaniała kopuła i w pierwszej kaplicy słynna Pieta - dzieła nieśmiertelnego geniuszu Michała Anioła.
Bazylika Laterańska - katedra Rzymu, to matka i głowa wszystkich kościołów miasta i świata, również wzniesiona przez cesarza Konstantyna Wielkiego ku czci Zbawiciela. Wzniesioną przy niej chrzcielnicę poświęcono Janowi Chrzcicielowi i odtąd stał się on drugim patronem świątyni. We wnętrzu bazyliki jest ołtarz papieski, przy którym mszę celebrować może tylko papież.
Bazylika św.Pawła za Murami - usytuowana pośród pięknej zieleni ogrodów, uznana za jeden z cudów świata, to jeden z najwspanialszych kościołów rzymskich zbudowany w miejscu, gdzie został pochowany św.Paweł. W jej wnętrzu, mieniącym się w złocie i świetle, stoi 150 kolumn, a między oknami a kolumnami mieści się długi rząd medalionów z podobiznami wszystkich papieży, od św.Piotra do Jana Pawła II.
Bazylika Santa Maria Maggiore (Matki Bożej Większej inaczej Matki Ludu Rzymskiego) - to najstarszy tytularny kościół Rzymu, zachowujący swój oryginalny charakter i formę, i zarazem największy ze zbudowanych ku czci NM Panny. Wzór przepychu i elegancji, a wzdłuż ścian ma 36 mozaik ze scenami z Nowego Testamentu. Tu też w srebrnej urnie przechowywane są relikwie żłóbka betlejemskiego.
  • Spośród najcenniejszych zabytków, których tutaj mnóstwo, wymienimy perłę średniowiecznego Rzymu, jaką było Koloseum, olbrzymich rozmiarów amfiteatr, mogący pomieścić 80 tys. widzów. Mimo że mocno zniszczone wciąż pozostaje jednym z najwspanialszych osiągnięć cywilizacji rzymskiej.
  • Niesamowite wrażenie wywarły na nas katakumby, rozmieszczone na obszarze 15 ha o długości 20 km, a głębokości 5 pięter. Tu spoczywali najdawniejsi Rzymianie, w tym pierwszy papież Kalikst i późniejszych 15, także św.Jakub Apostoł i przez 500 lat św.Cecylia. Naturalną klimatyzację zapewnia tu stała temperatura 15 stopni C, a pył wulkaniczny uległ stwardnieniu mocniejszemu od granitu. Symbolem katakumb jest Dobry Pasterz.
Byłoby jeszcze co wymieniać, czym się obdarowywać - opowiadając, może nadarzy się kiedyś okazja.
.

.
Ks.Leszek głosi homilię, w tle koncelebranci:
ks.Wojciech Maślanka i ks.Krzysztof Orzeł

.
     Na koniec jeszcze tylko jedną ciekawostką chcemy się podzielić, ściśle związaną z osobą ks.Przewodnika. Dzięki ks.Leszkowi nie tylko zwiedziliśmy Rzym, poznając jego wspaniałość i historię, ale znaleźliśmy się również w miejscu na co dzień niedostępnym dla świeckich - mianowicie w Collegium Misyjnym Rzymu. Na obrzeżach miasta, w zieleni i sąsiedztwie palm usytuowany rozległy nowoczesny obiekt służy m.in. dokształcaniu duchownych. Obecnie zamieszkuje tutaj 200 studiujących księży i zakonników z różnych państw i kontynentów, wśród nich jeden tylko Polak - właśnie ks.Leszek Leszkiewicz, student III roku misjologii. W Collegium mieszkają, a nauki pobierają w Watykanie.
Już wiadomo, dzięki komu mogliśmy zwiedzić obiekt, piękną kaplicę pw.św.Pawła, a także uczestniczyć w mszy św. sprawowanej przez naszych księży i wysłuchać Słowa Bożego. Ksiądz Leszek mówił w nim głównie o misjach, że uczą pracy i poświęcenia dla ludzi, do których jest się posłanym, że stają się lekcją pokory i służebności. Okazuje się, że mówił z własnego doświadczenia, gdyż sam przez 6 lat przebywał na misjach w Ekwadorze (tę misyjność tak chętnie nam świadczył każdego dnia, zawsze z gotowością służenia sobą). Zapytany o pobyt w Ekwadorze - twarz rozjaśnił w uśmiechu wyznając, że to były najpiękniejsze lata życia z dotąd przeżytych. Ekwador to kraj wielu kontrastów i biedy ludzkiej, ale również niezwykłego entuzjazmu wiary. Tam świeccy prawdziwie współtworzą Kościół, bardzo się angażują, pomagają. Ich wiara jest radosna, oni sami pogodni, otwarci, zainteresowani dialogiem ze Słowem Bożym. Młodzież chętnie włącza się w życie Kościoła, współpracuje. Mimo że nie było łatwo i bardzo dużo pracy ten pobyt pozostał miłym wspomnieniem i przeżyciem.
     Cóż jeszcze możemy dodać na koniec? Chyba tylko słowa wdzięczności dla księży Krzysztofa i Leszka za wszelkie otrzymane dobro, za doświadczenie, jak piękny jest świat i jak wielu w nim wspaniałych ludzi. O tym, jak bardzo podróże kształcą i uatrakcyjniają życie, ile wnoszą radości, a pod powiekami i w sercu - piękna, chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Zofia Gierczyk
51080