Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Wspomnienia i zaduma

Treść


.
WSPOMNIENIA I ZADUMA
.

.
Mieczysław Repelewicz urodził się 18 czerwca 1948 roku w Starym Sączu, w rodzinie nauczycielskiej Romana i Stanisławy, z domu Kalicieckiej. W latach 1955-1962 uczęszczał do szkoły podstawowej w Starym Sączu. 1 września 1962 r. Rozpoczął naukę w Liceum Pedagogicznym, które ukończył w 1967 r. Po zdanej maturze rozpoczął naukę w Studium Nauczycielskim w Krakowie, którą kontynuował w latach 1967-1969. W roku 1977 uzyskał tytuł magistra wychowania fizycznego w Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Od roku 1969 pracował jako nauczyciel WF w Szkole Podstawowej nr 2 w Starym Sączu. Posiadał tytuły: instruktora piłki siatkowej, i instruktora sportów zimowych (saneczkarstwo). W roku szkolnym 1984/1985 pełnił funkcję dyrektora Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie. Od 1 IX 1985 r. aż do przejścia na emeryturę (31 VIII 2001) pełnił funkcję zastępcy dyrektora LO. Był również czynnym członkiem MKS” Sokół” Stary Sącz, pełniąc w nim funkcję kierownika sekcji piłki siatkowej (lata 1968-1972) oraz trenera. Działał w TKKF będąc od 1973 roku prezesem Ogniska TKKF w Starym Sączu. Zasiadał także w Miejskiej Radzie Narodowej, pełniąc funkcję przewodniczącego Komisji Sportu, Turystyki i Ochrony Środowiska.
W czerwcu 2008 roku stanął do nierównej rywalizacji z bardzo ciężką chorobą Zapamiętany przez swoich uczniów jako wybitny pedagog i wspaniały nauczyciel zawsze służący pomocą. Był wspaniałym mężem, najdroższym tatusiem i najukochańszym dziadkiem. Pomimo choroby i słabego zdrowia starał się jak najwięcej czasu spędzać z wnuczką, chodząc z nią na spacery, bawiąc się z nią w domu. Była dla niego promykiem słońca w tych ciężkich dniach walki z chorobą. 30 VIII 2009 roku zmarł w Nowym Sączu.
„Można odejść na zawsze, by stale być blisko!”
AR
     Mam świadomość niedoskonałości portretu, który chcę utrwalić, bo: „Gdy stajemy w obliczu cierpienia, piękne słowa tracą sens” (P.Coelho), a tylko najpiękniejszymi słowami można powiedzieć o koledze Mieczysławie Repelewiczu.
Był człowiekiem pracowitym. W szkole jako dyrektor zjawiał się najwcześniej. Wpisał się w krajobraz ul.Partyzantów, przemierzając ją we wczesnych godzinach w towarzystwie uczniów. Zawsze przed godz. 8.00 witał w szkolnych progach nauczycieli - kolegów i młodzież.
Pozostał mi w pamięci wizerunek nauczyciela w stroju sportowym, który na lekcjach wf kładł nacisk na kształtowanie sprawności fizycznej w harmonii z rozwojem duchowym ucznia. Pokonywanie własnej słabości, hart ducha, samodyscyplina to cechy, które wyrabiał u młodych. Dawał przykład. Można Go było zobaczyć na boisku sportowym przygotowującego lodowisko, grającego w siatkówkę po godzinach pracy. Wysportowany, energiczny, zaangażowany w organizowanie różnych zawodów. Z sukcesów sportowych uczniów był dumny, otaczał ich serdeczną, prawdziwie „ojcowską” opieką. Bardzo lubiany przez młodych, których zawsze traktował sprawiedliwie i z dużym szacunkiem.
W jego dyrektorskim gabinecie wylewali swoje żale, odsłaniali problemy. Często Mieciu wiedział o uczniu więcej niż wychowawca, dlatego radził, pocieszał, zabiegał o pomoc w nauce, o wsparcie finansowe.
Szkoła dla Miecia była nie tylko zakładem pracy, ale przede wszystkim miejscem, gdzie realizował swoje nauczycielskie powołanie (wybierając tę drogę zawodową poszedł w ślady rodziców) a także dyrektorskie ambicje.
Jako dyrektor potrafił zjednać sobie grono pedagogiczne. Z łagodnym uśmiechem wchodził do pokoju nauczycielskiego i na przerwach, po lekcjach wsłuchiwał się w uwagi dotyczące szkoły, w problemy kadry, w bolączki ogólnospołeczne. Doceniał trud nauczycieli - kolegów. nie zdarzyło się, aby podniósł głos, zdenerwował się, przyganił komuś.
Potrafił zniewalać właśnie łagodnością, opanowaniem, spokojem. Z szacunkiem podchodził do każdego człowieka i to zyskiwało mu też szacunek wśród grona, pracowników szkoły, rodziców.
Różnorodne obowiązki wypełniał zawsze z oddaniem, najczęściej własną osobę ukrywając w cieniu. Cieszył się osiągnięciami szkoły i mocno przeżywał jej trudności… egzaminy, matury, corocznie w kwietniu wyruszał z maturzystami na pielgrzymkę do Częstochowy.
Portret Miecia nie mieści się w ramach naszej epoki. Nie pasuje do krzykliwej arogancji, buty, które usiłują udawać cywilizacyjną normę. Takie cechy jak dobroć, życzliwość, skromność i wrażliwość na cudzą krzywdę były miarą szlachetnego Kolegi. Był pedagogiem w najpiękniejszym i najgłębszym tego słowa znaczeniu.
Zachowamy Go w sercu i serdecznej pamięci.
Wspominała koleżanka z pracy
Helena Domańska
.

.
Teresa Plata - Nowińska urodzona w 1946 r. w Mostkach, zmarła nagle 9 października w Warszawie.
To wielka strata dla najbliższych i dla takich jak my - znajomych Starosądeczan, których - czuliśmy to, miała w swoim wielkim, dobrym sercu. Wykształcona Pani Profesor, artystka wielkiego formatu, ludzi obdarzała serdecznością i ciepłem. Jej prace wzbudzały w nas - laikach, podziw, zachwyt i trudną do nazwania nutę tajemniczości. W blasku ceramicznej powłoki czuło się muśnięcie Jej dłoni i głębię serca. Teresa była Czarodziejką Piękna, a Jej dobry uśmiech rozjaśniał najbardziej pochmurny czas.
     Widywałyśmy się przy okazji Jej pobytów w Starym Sączu, szczególnie latem, podczas Międzynarodowych Plenerów Malarskich, których była duszą. W ostatnim plenerowym katalogu napisała mi: „Kochana Jolu - cieszę się, że jesteś zawsze z nami - tak trzymaj”. Nie sądziłam, że nasze spotkanie w Rynku, następnego dnia po wernisażu, gdy uczestnicy pleneru pojechali zwiedzać Wieliczkę, będzie naszym ostatnim. Jak to jest, że dobrzy ludzie odchodzą za szybko. Trudno sobie wyobrazić kolejny jubileuszowy plener, na który się tak cieszyła - bez Niej. Radowały ją dokonania kolegów artystów. Z dumą spoglądała na nich i przyglądała się ich dokonaniom. Cieszyła się, że może pokazać twórcom z Włoch, Chin, Japonii, Francji, czy Hiszpanii swoją starosądecko-mostkową krainę, w której gazdowała. Ujmowała rozmówców swoją serdecznością i troskliwością.
      Była absolwentką Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Antoniego Kenara w Zakopanem, gdzie uczyła się pod kierunkiem Antoniego Rząsy, Tadeusza Brzozowskiego, Władysława Hasiora i Haliny Kenarowej. Studiowała na wydziale rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po studiach podjęła pracę w macierzystej uczelni na stanowisku asystenta i adiunkta I w pracowni rzeźby prof. Gustawa Zemły. Następnie przez cztery lata uczyła w pracowni rysunku, współpracując z prof.Jackiem Sienickim. W 1996 r. obroniła przewód kwalifikacyjny na adiunkta II. Ostatnio prowadziła samodzielną pracownię ceramiki (aneksy dyplomowe dla studentów wydziału rzeźby i wydziału malarstwa).
Od 2001 roku na stanowisku profesora nadzwyczajnego, prowadziła pracownię rzeźby w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego w Olsztynie. Brała udział w sympozjach i plenerach w Polsce i za granicą. W swojej twórczości zajmowała się małymi formami rzeźbiarskimi w brązie, ceramiką i szkłem oraz rysunkiem. Prezentowała swoje prace na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych. Jej prace znajdują się w zbiorach Muzeum Brytyjskiego w Londynie, AIAP w Mediolanie, Pulchri Studio w Hadze, Galeri Galma - Stan w Szwecji, Instytutu Balzaka w Paryżu, Muzeum Watykańskim, w kolekcji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz w zbiorach prywatnych w kraju i za granicą.
     W Starym Sączu i Mostkach zachowamy ją we wdzięcznej modlitewnej pamięci.
Jolanta Czech
47073