Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Okiem 40-latka

Treść


.

.
       Nowy rok, nowy rozdział. Przebrzmiał już dawno huk noworocznych petard i fajerwerków. Ludzkość weszła w kolejny rok. Zmieniła się trzecia cyfra na liczniku, co dzieje się nie częściej niż raz na dziesięć lat, ale jakież wrażenie może to uczynić na pokoleniu, które przeżyło zmianę pierwszej cyfry? Więc w tym kontekście nie dają się obronić słowa o wielkim rozpoczęciu nowej ery, ale jakiś mały rozdział się jednak rozpoczyna. Zwłaszcza dla mnie, który już w oktawie Nowego Roku ukończyłem pierwszą czterdziestkę mego życia. I tutaj - jak przystało na czterdziestolatka - nasunęło mi się kilka refleksji. Po pierwsze - fenomenem jest, jak głęboki wpływ na moje pokolenie wywarł inżynier Stefan Karwowski. Melodia „Czterdzieści lat minęło” towarzyszyła niemal każdym życzeniom odbieranym od moich bliskich i znajomych, ale od tych, którzy przynajmniej przekroczyli trzydziestkę. (Młodsi są jednak „młodsi” i już tego nie czują…). Ale ja też chyba inaczej czuję: przed laty wspomniany już inżynier wydawał się już być człekiem bardzo dojrzałym, rzekłbym leciwym facetem, którego niemal wszystko, co ma spotkać w życiu, już spotkało. A tu proszę. Teraz to są takie młode czterdziestolatki jak ja! Którym się wydaje, że jeszcze wszystko przed nimi! Ale to chyba dobrze, bo jak mówił Jan Paweł II „młodość jest przede wszystkim stanem ducha” i im dłużej młodego ducha w sobie zatrzymamy tym dłużej będziemy młodzi. A że mamy w naszej parafii co najmniej kilku wspaniałych młodych ludzi - że wspomnę tylko Siostrę Eleonorę i księdza dziekana Pawła - którzy swoim entuzjazmem życiowym, energią i pogodą ducha przeskoczyliby spokojnie statystycznego dwudziestolatka - jest podstawa do dobrego samopoczucia. Tym niemniej lata lecą i na wiele spraw człowiek inaczej się zapatruje. To się chyba nazywa doświadczenie życiowe - tego się w książkach nie wyczyta. Coś trzeba przeżyć. Do czegoś trzeba dojrzeć. Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da, chociaż dzisiaj żyjemy w kulturze instant - natychmiast i każdy chciałby zapłacić, i natychmiast wszystko mieć. Tak więc doszedłem do tego, że coś już przeżyłem i pewną drogę przemiany świadomości przeszedłem. Z czego najbardziej się dzisiaj cieszę i za co jestem Panu Bogu wdzięczny, to z tego, że na swojej drodze spotkałem prawdziwych nauczycieli. Przede wszystkim Rodziców, którzy zawsze niezwykle szczerze szukali Prawdy, a gdy ją znaleźli - potrafili jej bez reszty się oddać. Ale jednocześnie kochali mnie niezwykle mądrą miłością, nie zniewalającą, lecz ukazującą Prawdziwą Miłość. Na swojej drodze spotkałem też bardzo wielu świętych kapłanów, wspaniałych duszpasterzy, którzy swoim życiem i słowem wskazywali te wartości, które są rzeczywiście najwyższe, i jedynie prawdziwe. I nie oceniali mnie. Pozwalali błądzić, zdobywać doświadczenie, wierząc, że jeśli szukam uczciwie, to dotrę do Prawdy. Nie zawsze potrafiłem to docenić. Pomimo tego wychowania był czas, gdy w swoim umyśle zachłysnąłem się „wielkim światem”. Dałem się zepchnąć w myśleniu o sobie do pozycji ciemnogrodzianina. A chociaż w dyskusjach atakujących nauczanie Kościoła nigdy nie stanąłem po stronie jego przeciwników, to jednak wewnętrznie odczuwałem, że to oni mają rację. Nie wiem, czy to kwestia wieku, dojrzałości a może po prostu wiedzy - ale dziś całym swoim przekonaniem w nauce Kościoła dostrzegam nie zagrożenie, ale lekarstwo na chorobę współczesnej cywilizacji. I bardzo wyraźnie w wielu „zdobyczach” współczesnego świata (niestety celuje w tym zachodnia Europa) dostrzegam te choroby. I nie przeszkadzają mi tysiące zjadliwych komentarzy na internetowych forach, w prasowych brukowcach czy innych gazetach mieniących się oświeconymi. I właśnie swoimi refleksjami o takich, może globalnych sprawach, ale dotyczących nas wszystkich, a może zwłaszcza naszych dzieci, chciałbym się z Wami Drodzy Czytelnicy dzielić na łamach „Z Grodu Kingi”. Mam nadzieję, że ksiądz kanonik Józef Kaczmarski, który niegdyś publikował w naszej Gazecie felieton OKIEM KATECHETY nie będzie miał mi za złe, że tytułem nawiązałem do jego felietonów.
 
Jacek Lelek
46147