Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Na zawsze poświęcone Bogu...

Treść


.
22 sierpnia 2007 - wieczyste śluby zakonne w Dębicy
.
NA ZAWSZE POŚWIĘCONE BOGU
WSZYSTKO SKŁADAJĄ MU W OFIERZE
.
Siostry ze Zgromadzenia Służebniczek Bogurodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej w dniu 8 grudnia obchodzą swoje patronalne święto. Na wzór Maryi Niepokalanej, w duchu miłości i prostoty, prowadzą pracę opiekuńczo-wychowawczą i katechizację wśród dzieci, pracę w duszpasterstwie parafialnym, opiekę nad chorymi, a nawet posługę misyjną w innych krajach.

Trzecia z lewej s.M.Katarzyna, trzecia od prawej s.M.Beata

Czy zawsze są doceniane i szanowane - jak na to zasługują?
Nierzadko słyszy się głosy: taka mądra, zdolna, ładna i poszła do zakonu? Tymczasem może właśnie mądrych, zdolnych i dobrych szczególnie tam potrzeba, by ludzi, życie i świat czynić lepszymi? Każde nowe powołanie zakonne i duszpasterskie winno być przyjmowane z radością i wdzięcznością Bogu za Jego dar. Na pewno takie uczucia towarzyszą naszej parafii witającej dwie nowe siostry służebniczki: Beatę Słaby z Popowic i Kasię Król ze Starego Sącza. Równocześnie wstąpiły do Zgromadzenia i w tym samym dniu składały śluby wieczyste. Dziś chcemy je bliżej przedstawić.
.
“Myśmy poznali i uwierzyli miłości,
jaką Bóg ma ku nam”
(1 J 4,16)
.
głosi hasło obrazków upamiętniających śluby wieczyste, a prośba zapisana przez s.Kasię wyraża jej osobiste pragnienia:
“Niepokalana Maryjo,
zawierzam Ci siebie i moich najbliższych oraz tych, których mam pokochać. Przyjmij nas i doprowadź do pełni życia”
Dlaczego właśnie ona, czy on? Skąd taka decyzja? Jak się rodzi powołanie, jak reagują na nie najbliżsi? Tego typu pytania stawiamy sobie słysząc o wyborze drogi zakonnej czy kapłańskiej. Tak też jest w przypadku naszych dwu sióstr. Mamy okazję szukać odpowiedzi u “samego “źródła”, najpierw - gdzie bliżej, więc u państwa Jadwigi i Mieczysława Królów w Starym Sączu. Święto patronalne służebniczek szczególnie do tego skłania, a długie wieczory listopadowe sprzyjają “szczerym rodaków rozmowom”.
Skwierczą polana w kominku, żarzy się ogień, płonące świece tworzą ciepły nastrój, a w ich migotliwym blasku łatwiej ukryć łzy i wzruszenie, dać upust przeżyciom i rozterkom. Siedzimy w mieszkaniu z p.Jadwigą i jej mamą, rozmawiamy. Przytulnie tu i przyjaźnie dla ludzi, roślin i zwierząt, i tak dobrze się gwarzy, pyta i słucha zwierzeń.
Płynie opowieść o rodzinie, bardzo normalnej, jakich na pewno wiele, wielodzietnej, wielopokoleniowej, nie wolnej od kryzysów, trudności, a nawet dramatów, jak ta tragedia, gdy stracili Anię na drugi dzień po urodzeniu. Czas upływa, a ból pozostaje i tamtych przeżyć się nie zatrze.

Babcia Michalina uczestniczy w rozmowie z p.Jadwigą

Wychowali 6 dzieci: Kasię, Tomka, Michała, Asię, Maćka i Natalkę. Mąż, dwaj synowie i córka wyjechali za granicę, za zarobkiem i pracą. Dom częściowo opustoszał, dobrze, że jeszcze jest babcia, a Natalka dopiero w III Gimnazjum. Wybudowali się, ale jeszcze wykańczają wnętrze i trzeba spłacać kredyty. Starali się jak mogli wychować dzieci, stworzyli dom otwarty, w którym na Wigilię i 30 osób się zbiera, nawet zaprzyjaźnieni goście z Anglii, których przyciąga polska tradycja religijna i zwyczaje.
- Czy są rodowitymi starosądeczanami? Niezupełnie, ale na pewno już zasiedziałymi. Rodzina Brosiów przybyła tu w 1961 r. z Zakopanego (Jadzia miała wtedy 5 lat) otworzyli piekarnię i tu już pozostali
- Czy może jakiś szczególny rodzaj religijności w wychowaniu wpłynął na decyzję Kasi o wyborze drogi zakonnej? Chciałabym się tym pochwalić, ale nie mogę. Jesteśmy najprzeciętniejszą rodziną, wierzącą i praktykującą, ale nie wyróżniającą się dużą aktywnością religijną. Skupieni na pracy zawodowej, zdobywaniu funduszy, wychowywaniu dzieci, potem na budowie domu po prostu tym żyliśmy. Może tylko nasza ciocia, 92-letnia albertynka z Wadowic, obchodząca niedawno 70-lecie ślubów zakonnych, wymodliła sobie następczynię. Zawsze marzyła o tym, próbowała zachęcić dziewczęta do drogi zakonnej i w końcu się doczekała. A powołanie? Na pewno przychodzi spoza nas.
- Jaka była Kasia jako dziecko i uczennica? W porównaniu z rodzeństwem częściej zamyślona, głębsza, czasem jakby nieobecna. Zawsze grzeczna i obowiązkowa, wciąż głodna wiedzy, uczyła się dużo i bardzo dobrze. W ogólniaku trafiła na dobrą wychowawczynie - polonistkę p.Marię Gąsiecką, pedagoga, który umiał rozwijać szerokie horyzonty umysłowe u swych wychowanków. Decyzję o wyborze zakonu podjęła w IV klasie prawdopodobnie pociągnięta przykładem radosnej, pełnej pomysłów, katechetki s.Małgorzaty Powrózek.
- Jak przyjęłam tę wiadomość? Nietrudno zgadnąć. Doznałam wstrząsu, to spadło jak grom, nie mogłam zrozumieć - dlaczego (pewno za słabo wierzę), nie umiałam się pogodzić. Byłam tylko mamą pierwszej swej córki i jak wszystkie matki marzyłam... wiadomo o czym dla niej. W momencie jak bańka prysnęły marzenia. Na szczęście zaczęły się rozmowy, dużo rozmawiałyśmy, dyskutowałyśmy, wyważałyśmy racje. Kasia nie dawała się zbyć niczym, była wyjątkowo zdecydowana. Pół roku przepłakałam w domu, dławił mnie żal, dręczył niepokój, ale zawsze mówiłam do niej: Nie patrz na to, że płaczę, rób, co Ci serce każe. To Twoje życie. I pamiętaj, że będę przy Tobie zawsze, w każdej sytuacji, czy będzie źle, czy dobrze.
Martwiłam się, co będzie, jeżeli nie wytrwa. Stopniowo zaczynałam chcieć i modlić się, by się jej udało dopiąć swego. Cały czas jednak, podczas odwiedzin, spotkań i rozmów, oboje z mężem bacznie śledziliśmy, obserwowaliśmy wszystko. Musieliśmy mieć pewność, że czuje się zadowolona i szczęśliwa. Bardzo dużo czytała, rozmyślała, dojrzewała w decyzji. Dziesięć lat trwało dochodzenie do celu, w tym czasie były: postulat, nowicjat, juniorat i probacja, praktyki w różnych miejscowościach i domach zakonnych, skierowanie na studia odbywane w Collegium Ignatianum w Krakowie. Pisała pracę magisterską o Janie Pawle II, równocześnie katechizowała w szkołach i przedszkolu. Ukończyła pedagogikę religijną i katechetyczną.
W czasie dwutygodniowych wakacji odwiedzała bliskich, uprawiała ulubioną turystykę górską, bo jak mawiała - z gór to już blisko do Pana Boga. Ma świetny kontakt z dziećmi, wciąż otoczona nimi prowadzi scholę, pięknie śpiewa, swobodnie się wypowiada, organizuje urozmaicone zajęcia. Zamiast my ją, ona nas podtrzymuje na duchu doradzając w trudnych sytuacjach: “Zaufaj Panu Bogu i proś Go o wszystko, o rozwiązanie swoich problemów. On na pewno pomoże”. Inaczej patrzę na wiele spraw, wiele zrozumiałam dzięki Kasi.
- Jak przebiegała uroczystość towarzysząca składaniu ślubów wieczystych? To było niezapomniane i wzruszające przeżycie, wciąż jeszcze nim żyjemy. Eucharystia uświetniona obecnością i przewodnictwem bpa ordynariusza Wiktora Skworca (który nakładał też obrączki nowym siostrom), udział licznych księży m.in. naszego ks.prałata Alfreda Kurka oraz wielu sióstr, członków rodzin, bliskich i znajomych. W odświętnie przystrojonej świątyni pw.Ducha Świętego w Dębicy wspaniałą oprawę liturgiczną ubogacała muzyka religijna i piękne śpiewy. Obserwując nasze córki, już teraz służebniczki dębickie, mieliśmy wrażenie, że nigdy nie udało nam się widzieć szczęśliwszych panien młodych odchodzących od ołtarza, tyle w ich oczach było radości, a na twarzach promiennych uśmiechów i zadowolenia. Odniosły sukces, pokonały wiele przeszkód, utwierdziły się w słuszności wyboru. Niełatwo było podjąć decyzję, jeszcze trudniej wytrwać i dojść do celu. W Zgromadzeniu dębickim można jednak liczyć na wszystkie siostry tam przebywające, spotkać się z życzliwością, wsparciem i serdeczną atmosferą. Wielka w tym zasługa byłej Matki Generalnej Joanny Światłowskiej i obecnej Matki Maksymilli Pliszki. Nieocenionym opiekunem i przewodnikiem duchowym przyszłych sióstr służebniczek, sprawującym pieczę nad nimi w całym okresie przygotowań, jest ks.kapelan Andrzej Pękala. Śluby wieczyste to święta całego Zgromadzenia.
- Jakie refleksje mi dziś towarzyszą? Zrozumienia i pogodzenia się. Myślę, że może właśnie tak trzeba było: dawać i oddać - skoro się dostało. Często pytam w duchu: Boże! Czym ja sobie zasłużyłam, żeby moja córka była przy Tobie? Szkoda, że tyle czasu potrzebowałam, by zrozumieć Boże tajemnice i wybory. Tak mądrze tłumaczą je słowa ks.J.Escrivy i te drugie - kardynała Stefana Wyszyńskiego:
- “Czasami przyszłość jawi się jako pełna niepokoju, jeśli stracimy sprzed oczu nadprzyrodzony sens wydarzeń”.
- “We wszystkim tym, co zdarza się w życiu człowieka, trzeba odczytać ślady miłości Boga”.
.
Z p.Jadwigą rozmawiała Zofia Gierczyk
47049