Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki

Gdzie bardzo blisko do Boga

Treść


.
W rodzinnych stronach s.M.Beaty Słaby z Popowic
GDZIE BARDZO BLISKO DO BOGA
.
Na rozwidleniu popowickich dróg skręca się w prawo i krętymi serpentynami, przez blisko 2 kilometry trzeba się wspinać ku górze wąską, a im wyżej, tym bardziej wyboistą i kamienistą drogą. Za to, jak okiem sięgnąć, samo zachwycenie: widoki zapierające dech w piersiach, fantastyczna panorama Sądecczyzny, niejako w rekompensacie za takie odludzie i niedostęp. Tu naprawdę czuje się bliskość i doskonałość “Architekta świata”.

Pani Irena i p.Stanisław zdjęciami dokumentują rozmowę

W skromnym wiejskim domu, prawie u szczytu wzniesienia, mieszkają p.Irena i Stanisław Słabowie, z mamą i trojgiem dzieci, reszta już się usamodzielniła, ale też często zaglądają, razem z wnukami, do rodziców. Pani Irena stąd pochodzi, p.Stanisław z Żeleźnikowej, pracował w ZNTK a od paru lat jest już na rencie. Dorabia koniem i trochę na rynku, bo z czegoś trzeba żyć. Wychowali dziewięcioro dzieci, 5 synów i 4 córki (druga z rzędu urodziła się Beatka), najmłodszy syn jest w gimnazjum. Nie było im lekko bez dostępu i drogi dojazdowej, bez światła i komunikacji, bez większych źródeł dochodu, pozostawał do transportu jedynie koń, albo dźwiganie w rękach pod górę każdego ciężaru i zakupu. Do szkoły daleko, do pracy w ZNTK dojazd uciążliwy, bo samo dojście przez las do przystanku w Barcicach i z powrotem wymagało niezłej kondycji. Dziś trudno uwierzyć, że nie tylko poradzili sobie, ale w takich warunkach wykształcili wszystkie dzieci na poziomie szkoły średniej. Inwestowali tylko w nie, bo na więcej nie było ich stać. Ale była to inwestycja najsłuszniejsza z możliwych i procentująca na przyszłość.
Od 22 sierpnia br. są rodzicami siostry zakonnej Beaty, jej śluby wieczyste, droga powołaniowa i osobowość sprowadziły do domu rodzinnego na rozmowę przedstawicielkę redakcji. Pytania o dzieciństwo, szkołę i reakcje na wybór zakonu, stawały się trochę kłopotliwe, ale oboje rodzice uzupełniając się w odpowiedziach kreślili portret córki dzieląc się refleksjami. Ze zdjęcia spogląda uśmiechnięta, urodziwa dziewczyna.
- Beatka była bardzo dobrym, posłusznym i grzecznym dzieckiem. Od mała lgnęła do kościoła, należała do grupy apostolskiej, udzielała się w kaplicy, przybierała Grób Pańskie na Wielki Tydzień, często jeździła na skupienia i pielgrzymki, chętnie się modliła. Uczęszczała do Technikum Ekonomicznego w Nowym Sączu, uczyła się bardzo dobrze, lubiła się uczyć. - Jaki ja byłem z niej dumny! Jaki byłem dumny na wywiadówkach, gdy wśród wyróżnianych uczniów zawsze była pierwsza - mówi p.Stanisław. Bardzo uzdolniona, pracowita, rokowała duże nadzieje. Marzyłem, że wybije się, wysoko zajdzie mając takie możliwości. Szkoła wysyłała ją do Niemiec na olimpiady języka niemieckiego, widać musiała być bardzo dobra - bez korepetycji, bez douczania. W III klasie TE napomykała o zakonie, ale nie braliśmy tego na serio. Może lękała się reakcji, bo w tajemnicy przed wszystkimi złożyła dokumenty w Dębicy i postawiła nas przed faktem dokonanym.
- Jak zareagowaliśmy? Można się domyślić wczuwając się w naszą sytuację. Jesteśmy tylko normalnymi ludźmi i rodzicami, przeżyliśmy szok, a żal, lęk i płacz były na porządku dziennym. Zastanawialiśmy się, co nią kierowało, skąd się wzięło powołanie. Od małego dziecka chodziła z nami na piesze pielgrzymki do Częstochowy, może to było początkiem? Ona sama twierdzi, że wszystko zawdzięcza rodzicom. Żadne perswazje, rozmowy czy namowy nie wywierały skutku, choć podejmowaliśmy je niejednokrotnie. Była absolutnie zdecydowana i pewna swego wyboru, i musieliśmy to zaakceptować. Zawiozłem ją do Dębicy i tam spotkaliśmy się z Kasią Król i jej ojcem. Odbyła niełatwą 10-letnią drogę do życia zakonnego, praktyki, studia w Ignatianum, uzyskała pozwolenie na katechizowanie w szkole jeszcze przed ukończeniem studiów i sprawdziła się jako świetna organizatorka, zawsze zaangażowana w to, co robi. Zaradna i przedsiębiorcza prowadziła wycieczki, zorganizowała kolonię w Wierchomli dla 40 dzieci pochodzących z biednych rodzin, a także zimowisko w Rabce. Sama wyszukała sponsorów, zgromadziła środki finansowe, by wyjazd był możliwy. Podczas pobytu w Solcu prowadziła chórek, pięknie przygotowała dzieci do I Komunii, stroiła kościół, nic więc dziwnego że ks.Proboszcz, dorośli i dzieci tak licznie przybyli na jej śluby wieczyste.

Moment składania ślubów wieczystych przez Beatkę

- A jak my przeżyliśmy tę uroczystość? Z głębokim wzruszeniem i łzami. Skoro to Beatki wymarzony wybór i jej szczęście - pozostało nam tylko dziękować Bogu za powołanie i dar zakonny. Za to, że czuje się spełniona i zadowolona, wspiera nas modlitwą i umacnia w dobru. Musi się dużo modlić za nami, bo od jakiegoś czasu życie nasze wyraźnie się poprawiło, jakby ktoś czuwał nad nim. Nie ukrywam, mówi p.Stanisław, że kiedyś często zaglądałem do kieliszka, wciągało mnie na dobre. Zbliżała się I Komunia syna, Beatka prosiła, bym na rok spróbował powstrzymać się od picia. Spróbowałem, zobowiązałem się na dwa lata i udało się wytrwać do tej chwili. Od 12 lat nie miałem w ustach nawet jednej kropli jakiegokolwiek napoju alkoholowego. Uwolniłem się od słabości i uzależnienia, a mogło być całkiem źle. Myślę, że to w dużej mierze zasługa wyboru Beaty i jej powołania. Są znaki na ziemi i na niebie, które trzeba uczyć się odczytywać. Może ona jest też znakiem dla nas? Mimo odległości jesteśmy stale w kontakcie telefonicznym, tylko ze względu na nią zainstalowaliśmy telefon, wszyscy chcą rozmawiać. W każde miejsce, gdzie była, jeździliśmy i będziemy jeździć. Ona wspiera nas modlitwą i wstawiennictwem u Boga, i Matki Bożej Niepokalanej, a my ją pamięcią i miłością, bo zawsze pozostaje w naszych sercach, myślach i trosce. I tak już będzie póki życia starczy. Oczywiście również każdego dnia modlimy się w jej intencji i w intencji całego Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Dębickich.
Zanotowała Zofia Gierczyk
49745