Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Techniczne

Menu Dodatkowe

Komentarze do wydarzeń religijnych

Treść


.
Lipiec 2009
 
2 lipca (czwartek) - Święto Najświętszej Maryi Panny Tuchowskiej.
 
5 lipca - 14 NIEDZIELA ZWYKŁA
Ez 2,2 - 5; Ps 123 (122),1 - 2a.2bcd.3 - 4; 2Kor 12,7 - 10;
Mk 6,1 - 6        Jezus w Nazarecie
 
11 lipca (sobota) - Święto św.Benedykta, opata, patrona Europy
Modlimy się w intencjach Ojca Świętego Benedykta VI w Dniu Imienin.
 
12 lipca - 15 NIEDZIELA ZWYKŁA
Am 7,12 - 15;  Ps 85(84), 9ab - 10.11 - 12.13 - 14;  Ef 1,3 - 14
Mk 6,7 - 13   Rozesłanie dwunastu
 
19 lipca - 16 NIEDZIELA ZWYKŁA
Jr 23,1 - 6; Ps 23(22),1 -2a.2b - 3.4.5.6;  Ef 2,13 - 18;
Mk  6,30 - 34   Powrót Apostołów
 
24 lipca (piątek) - Święto św. Kingi, dziewicy, patronki diec. Tarnowskiej
Ef 6,10 - 13.18; Ps 1,1 - 2.3 - 4.5 - 6;
Mt 5.1 - 12    Osiem błogosławieństw
 
OD 17 DO 25 LIPCA NOWENNA KU CZCI ŚW.KINGI !
 
26 lipca - 17 NIEDZIELA ZWYKŁA
W kościele klasztornym p.w. Trójcy Przenajświętszej
Odpust ku czci św. Matki Kingi.
Centralna Uroczystość przy ołtarzu papieskim.
2Krl 4,42 - 44;  PS 145(144),10 - 11.15 - 16.17 - 18;  Ef 4,1 - 6;
J 6,1 - 15    Cudowne rozmnożenie chleba
 
ŚWIĘTA KINGO, PANI TEJ ZIEMI,
UPROŚ NAM ŁASKĘ ŚWIĘTOŚCI !
Jan Paweł II, Stary Sącz, 16 czerwca 1999 r.
 
    Mając rozważać słowo Boże, które Kościół wyznacza nam w liturgii na miesiąc lipiec, spróbujemy uczynić to w kontekście słów modlitwy Sługi Bożego, Jana Pawła II: Święta Kingo, Pani tej ziemi, uproś nam łaskę świętości! W homilii Ojciec Święty powiedział nam, że święci nie przemijają i wołają o świętość. Co to znaczy? To znaczy, że choć już nie żyją oni na tym świecie, to żyją nadal w naszej pamięci, kochamy ich, wciąż podziwiamy, stali się oni dla całych pokoleń drogowskazami na drodze do Domu Ojca, wzorami w naśladowaniu Jezusa. Tak jak dobro rodzi następne dobro, tak samo człowiek święty zachęca i pociąga za sobą innych ludzi na drogę świętości.
Święci przypominają nam nieustannie prawdę o życiu wiecznym, o pięknie i nieśmiertelności naszej duszy, o prawdziwym celu naszego życia. Człowiek bowiem stworzony z miłości przez Boga i dla Boga, na Jego obraz i podobieństwo, został obdarzony przez Niego łaską i przeznaczony do uczestnictwa w Jego życiu. Człowiek, który nie żyje dla Boga i nie współpracuje z otrzymaną łaską, nie stara się o uczestnictwo w życiu Boga, nie powróci do Niego, nie osiągnie szczęścia wiecznego i zostanie na całą wieczność nieszczęśliwym. Nie możemy nie myśleć o tym, lecz musimy się nad swoim życiem wiecznym zastanawiać. Bez tego przemyślenia nie podejmiemy drogi do Boga – jedynego dobra, które może nas napełnić.
    Droga do Boga, to dojrzewanie na drodze Ośmiu błogosławieństw (Mt 5,1 - 12). Wymaga ona pracy nad sobą, a praca ta jest oparta na znajomości siebie i współpracy z otrzymaną łaską Bożą, aż dojdzie się do pełni dojrzałości chrześcijańskiej, czyli do pełnego uczestnictwa w życiu Boga, tak, jak doszła św. Kinga i wielu innych świętych. Wśród różnorodności świętych i ich wybijających się indywidualnych cech mają oni zasadniczo wspólne dwa elementy: heroiczność cnót teologicznych: wiary, nadziei, miłości oraz cnót kardynalnych: sprawiedliwości, roztropności, męstwa i umiarkowania i upodobnienie się do Chrystusa. Kościół, u kandydatów na ołtarze, zawsze najpierw bada heroiczność ich cnót i podobieństwo do Chrystusa, a dopiero potem bada cuda zdziałane za ich przyczyną.
    Niestety, człowiek nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego kim jest i nie zawsze powraca do Boga. Nie widać w jego postępowaniu związania z Bogiem. Tak trudno w nim nieraz dostrzec obraz Boga. Tak daleko jest od dziecięctwa Bożego. Przeważa w nim zmysłowość, namiętności, a rozum i wolę wykorzystuje do złego. Jest intelektualny, aż do pychy rozumu, która sprawia, że widzi tylko samego siebie i siebie wynosi ponad wszystko. Nie szanuje i niszczy otrzymane dary Boże.
    Przytoczę w tym miejscu naszego rozważania zasłyszaną piękną przypowieść arabską: Kiedy Bóg stworzył świat, powiedział ludziom: - Popatrzcie na świat jaki jest piękny, pełen kwiatów, pełen kolorów. Za każdym razem, gdy ktoś z was popełni grzech, Ja sprawię, że na ziemię spadnie, na ten ogród jedno ziarenko piasku.
A ludzie powiedzieli między sobą: - Czymże będzie to ziarenko piasku w tym ogromnym świecie kolorów. Zaczęli grzeszyć.
I dlatego mówi przypowieść arabska: Pustynie ciągle się powiększają, ale przede wszystkim jest zawsze głos Boga, który mówi ludziom: - Dlaczego chcecie zniszczyć moje arcydzieło?
    Mało uświadamiamy sobie, że człowiek jest najpiękniejszym arcydziełem Boga i jego dusza jest nieporównywalnie wspanialsza od ziemi, na której żyje, ponieważ jest stworzona na Jego obraz, a więc na podobieństwo Boga, który jest samym Pięknem, Dobrem, Miłością, Mądrością. Każdy grzech zaciera obraz Boga w duszy! Dusza traci blask Stwórcy, swoje piękno, pomału umiera tracąc szczęście życia wiecznego. Powstaje w niej duchowa „pustynia” i człowiek coraz bardziej czuje się na niej zagubiony, żyje w świecie „fatamorgana”.
    Bądźmy święci i nie niszczmy Bożego arcydzieła! W Księdze Tobiasza znajdujemy słowa: „Ci, którzy popełniają grzech i nieprawość, są wrogami własnej duszy” (Tb 12,10).
    Ewangelie na czternastą i piętnastą niedzielę zwykłą ostrzegają nas przed niewiarą w Jezusa i odrzuceniem Jego nauki, tak, jak to stało się w Nazarecie i z czym spotykali się uczniowie Jezusa głoszący Dobrą Nowinę. Przypatrzmy się i dzisiejszym znakom czasu, które mają ogromny wpływ na odrzucanie Jezusa i słowa Bożego. By stać się autentycznym świętym swoich czasów, musimy znać znaki swych czasów.
    Współczesnością nazywa się wszystko, co ulega zmianie w stosunkach gospodarczych, socjalnych, międzyludzkich. Te zmiany wyznaczają znaki czasu, a więc znaki czasu są zmienne. Mają jednak one ogromny wpływ na postępowanie człowieka i normalnie człowiek pozostając sobą i realizując swą osobowość musi się z nimi liczyć. Nie wolno mu jednak stawiać ich na pierwszym miejscu i ponad wszystkim, ponieważ poza współczesnością istnieje coś, co jest niezmienne i jest fundamentem życia ludzkiego. Jest to depozyt wiary, który jest stały i niezmienny. Kieruje się w swoim życiu Ewangelią, która jest zawsze taka sama. Ona pozwala człowiekowi w pełni zrealizować swoje człowieczeństwo i swe odwieczne powołanie. Współczesność nie może niszczyć Ewangelii. Ona musi być w niej przeżywana.
    Znaki czasu są gotowe zatrzymać człowieka na powierzchni właściwego mu życia i spłycić jego egzystencję, przeszkodzić w dążeniu do świętości, dlatego musimy być świadomi, jakie współcześnie cechy ujemne ze szczególną siłą wyzwoliły się w człowieku. Wyraźnie uwidacznia się:
Brak autorytetu. Dzisiaj szczególnie silnie osłabły wszelkie autorytety. Dla dorastającego dziecka rodzice o tyle mają autorytet, o ile w jego oczach zasługują na niego. Takie podejście przenoszą na wychowawców, władzę społeczną. Człowiek od początku świata chce być panem siebie i dla siebie sam chce być autorytetem. Z tym związana jest dowolna interpretacja wszystkiego. Od takiej postawy jest się już tylko krok do samowoli i anarchii.
Naturalizm. Obecnie doszliśmy do olbrzymich osiągnięć, a to dało człowiekowi poczucie wielkości i siły. Często uważa, że sam sobie da radę, przekreślając potrzebę łaski. Nie szuka pomocy Bożej i się jej nie spodziewa.
Materializm. Bardzo wzrosła stopa życiowa, a człowiek miał zawsze skłonność do kultu dobra doczesnego. Dziś tego dobra ma sporo i chce mieć jeszcze więcej. Zatraca umiar w gromadzeniu i korzystaniu z dóbr, skutkiem czego doczesność staje się dla niego wszystkim, a więc w pewnym sensie bogiem, a on sam staje się niereligijny. Człowiek taki jest zawsze nienasycony, ponieważ dobra doczesne nigdy nie dają mu pełni, ponieważ same jej nie posiadają.
Egoizm we wszelkich formach. Sprawia, że człowiek myśli tylko o sobie, sam dla siebie jest najukochańszą osobą, nie liczy się z nikim, lecz chce, żeby zawsze z nim się liczono, chodzi własnymi drogami. Często wpada w iluzję. Wydaje się pewny siebie, lecz w rzeczywistości często jest zagubiony i bezradny. Staje się wielkim indywidualistą.
Hedonizm. Człowiek jest nastawiony na szukanie przyjemności i to za wszelką cenę. Przy najmniejszym wysiłku chce mieć największe korzyści i radości. Choć tęskni za czymś głębszym i nieprzemijającym, to jednak nie potrafi przezwyciężyć w sobie postawy konsumpcyjnej i nastawionej na przyjemności.
Wygodnictwo. Bezpośrednią konsekwencją hedonizmu jest wygodnictwo. Człowiek nie chce świadomie podjąć żadnego wyrzeczenia czy umartwienia. Przymusowe umartwienie, które niesie życie znosi bardzo ciężko.
Brak pracy nad sobą. Człowiek nie troszczy się o swoją dojrzałość, lub uważa, że jest już wystarczająco dojrzały, by nadal musiał wychowywać siebie. Nie pracując nad sobą zaczyna wegetować, a nie żyć.
Niedokształcenie religijne. To jeden z poważnych rysów współczesnego człowieka. Nierzadko człowiek o dość poważnym wykształceniu w zakresie różnych dziedzin nauki, w dziedzinie życia religijnego jest na poziomie wiedzy z pierwszej lub drugiej klasy podstawowej. Jego religijność jest powierzchowna, uczuciowa, dziecięca, nie przemyślana i nie przeżyta. Mając niski poziom wiedzy co do prawd wiary, prawa moralnego, z łatwością narusza w sobie postępowanie religijno - moralne. Nie mając prawdziwego życia religijnego, nie znajduje w sobie siły, by przeciwstawić się egoizmowi, naturalizmowi, materializmowi praktycznemu, hedonizmowi. Nie przeżywając dogłębnie swej więzi z Bogiem, nie rozumie dlaczego miałby sobie czegokolwiek odmawiać, czy w czymś się ograniczać.
    Człowiek dążąc do świętości musi znać współczesność, lecz nie może dać się jej pochłonąć. Musi ratować w sobie zdolność oceny tego, co ważne, mniej ważne, czy najważniejsze. Musi być w pewnym dystansie od tego, co współczesny świat narzuca całą siłą, a co jest zmienne. Człowiek powinien sam świadomie izolować się od niebezpiecznych wpływów współczesności. Taka kontrolowana izolacja nie wytrąci człowieka ze współczesnego świata, lecz pozwoli mu roztropnie z niego korzystać. Nie jest więc to zamykanie się na rzeczywistość. Trzeba tu podkreślić tę prawdę, że pójście bezkrytyczne za tym, co współczesne jest prawdziwą, niebezpieczną izolacją od tego, co w życiu jest istotne.
    W świecie zagonionym i zagubionym w masowości informacji, kontaktów i użyciu, święty będzie wyróżniał się zdecydowanym przyjęciem i życiem nauką Chrystusa, więzią z Nim, solidnością i uczciwością w każdej sytuacji życiowej. Potrafi również posłuchać nakazu Boga odchodząc w niedziele od codziennych trudów.  Nie da się zwariować nieustannemu pośpiechowi i zapracowaniu. Zadba po dobrej pracy o odpoczynek poświęcając go na dialog z bliskimi i Jezusem, na spokojną refleksję nad tym, co jest naprawdę ważne w jego życiu, a co tylko pilne, z czego trzeba zrezygnować.
    Każdy człowiek powołany jest do świętości. Nie mówmy, że to dla nas za trudne, że świętość jest tylko dla wybranych. To nie jest prawdą. Nie mówmy też, że gdybyśmy żyli w innych warunkach i w innym czasie, w innym otoczeniu, dysponowalibyśmy większymi talentami i dobrami materialnymi, to na pewno bylibyśmy świętymi. Podczas Mszy świętej w 17 niedzielę zwykłą będziemy słuchać Ewangelii opowiadającej o cudownym rozmnożeniu chleba. Pomyślmy o tym, że Jezusowi starczyło tylko pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby (J 6,9), które ofiarował mu pewien chłopiec do nakarmienia prawie pięciu tysięcy mężczyzn. Bóg nie wymaga od nas wiele, ale właśnie takich szlachetnych gestów miłości, jaki uczynił chłopiec z Ewangelii, który oddał Jezusowi wszystko co posiadał w konkretnej sytuacji, kiedy inni byli głodni. To jest świętość! Tak też czyniła św. Kinga. Z miłością dzieliła się z dnia na dzień wszystkim co dawał jej Bóg. To jest tajemnica wszystkich łask i cudów, które za przyczyną św. Kingi Bóg zlewał na naszą ojczystą ziemię.
    Na koniec naszego rozważania przytoczę mądrą legendę niemiecką, która w bardzo obrazowy sposób mówi jak wielką i niepowtarzalną wartość ma w oczach Boga każdy człowiek i że każdy powołany jest do świętości.
Bohaterem tej legendy jest stary mnich Bertram, który większość swojego życia zakonnego spędził w swoim rzeźbiarskim warsztacie. Wszystkie statuy świętych zdobiące kaplicę, korytarze, wirydarze i ogród były jego dziełem. Pewnego dnia opat przywołał go do siebie i rzekł: - Przyjeżdża do nas z wizytą Jego Eminencja, Ksiądz Kardynał. Wszystko jest już przygotowane na jego przyjęcie. Brak nam tylko statuy Chrystusa do głównego ołtarza. Niewiele czasu pozostało do tej wizyty, lecz twój talent i wieloletnie doświadczenie jakoś temu zaradzą.
    Mnich wrócił do swojego warsztatu z bólem głowy i wątpliwościami. Skąd ja wezmę odpowiedni materiał do rzeźbienia - pomrukiwał pod nosem. Przecież tu chodzi o postać samego Zbawiciela. Oj, żebym to miał drzewo cedrowe z Libanu, to by się Pan Jezus ucieszył. Niestety, w kącie leży stara sztuka drzewa dębowego, na nic nie zdatna i kurzem pokryta. Ciągle ją odrzucam, bo pokręcona i pełna sęków…
    Tak mamrocząc mnich długo jeszcze marzył o różnych szlachetnych drzewach do rzeźbienia aż w końcu zapadł w głęboki sen. Legenda mówi, że podczas tego snu spłynął na ziemię anioł, podjął rzeźbiarskie narzędzia i zabrał się gorliwie do pracy. Wyciągnął z kąta dębowy pień, rąbał, ociosywał, rył różnymi dłutami, aż w pewnej chwili z pod jego rąk poczęła wyłaniać się piękna postać Chrystusa. Do świtania anioł skończył statuę, potem podrażnił strużyną nos mnicha, żeby go przebudzić i uleciał do nieba.
    Po przebudzeniu, mnich oczom nie wierzył. To, co ujrzał przeszło najśmielsze marzenia. Statua naturalnej wielkości była jak żywa. Przedstawiała Boskiego Zbawiciela w postaci nauczyciela głoszącego Kazanie na Górze ośmiu błogosławieństw. Najwięcej mnicha zdziwiło, że sama statua została sporządzona z pokręconego pnia dębowego, który on ciągle odrzucał.
    Powiadomiony o wszystkim opat, olśniony pięknością rzeźby, rzekł do Bertrama: - Chrystus oczekuje, żeby każdy z nas rzeźbił z materiału, który posiada. Każdy z nas jest żywym materiałem, który rzeźbimy przez całe życie.
Nie trzeba nigdy marzyć, że stanę się lepszym człowiekiem i będę innym, tylko w zmienionych i korzystniejszych warunkach i okolicznościach życia.
    Nie popełniajmy błędu jak stary mnich z legendy, który narzekał, że Pan Bóg dał mu kiepski materiał do rzeźbienia. Bóg wie co robi. Każdemu z nas  dał takie tworzywo, że i z niego możemy wyrzeźbić świętość, to znaczy odtworzyć w sobie obraz podobieństwa Bożego, według którego nas stworzył.
    Niech św.Kinga wspomaga nas w rzeźbieniu naszej świętości!
 
Sierpień 2009 r.
 
2 sierpnia - 18 NIEDZIELA ZWYKŁA
Wj 16,2 - 4.12 - 15;  Ps 78 (77), 3 i 4bc.23 - 24.25 i 54; Ef 4,17.20 - 24;
J 6,24 - 35   Mowa eucharystyczna
 
6 sierpnia (czwartek) - Święto Przemienienia Pańskiego
Dn 7,9 - 10.13 - 14;  Ps 97 (96), 1 - 2.5 - 6.9 lub 2P 1,16 - 19;
Mk 9,2 - 10    Przemienienie Jezusa
 
9 sierpnia - 19 NIEDZIELA ZWYKŁA
1Krl 19,4 - 8;  Ps 34 (33), 2 - 3.4 - 5.6 - 7.8 - 9; Ef 4,30 - 5,2;
J 6,41 - 51   Mowa eucharystyczna
 
11 sierpnia (wtorek) - Święto św.Klary z Asyżu, dziewicy
W klasztorze SS Klarysek - Uroczystość św.Klary Asyżu
 
14 sierpnia (piątek) - Wspomnienie św.Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika
 
15 sierpnia (sobota)
UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWZIĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
Ap 11,19a;12,1.3 - 6a.10ab;  Ps 45(44),7 i 10.11 - 12.14 -15;  1Kor 15,20 - 26;
Łk 1,39 - 56  Nawiedzenie. Magnificat
 
16 sierpnia - 20 NIEDZIELA ZWYKŁA
Prz 9,1 - 6;  Ps 34(33),2 - 3.10 - 11.12 - 13.14 - 15;  Ef 5,15 - 20;
J 6,51 - 58   Mowa eucharystyczna
 
22 sierpnia (sobota) – Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Królowej
 
23 sierpnia - 21 NIEDZIELA ZWYKŁA
Joz 24,1 - 2a.15 - 17.18b;  Ps 34(33),2 - 3.16 - 23;  Ef 5,21 - 32;
J 6,54.60 - 69   Mowa eucharystyczna
 
26 sierpnia (środa)
UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY CZĘSTOCHOWSKIEJ
Prz 8,22 - 35 lub Iz 2,2 - 5; Ps 48(47),2 - 3ab.9.10 - 11 i 14c i 15a; Ga 4,4 - 7;
J 2,1 - 11  Pierwszy znak w Kanie Galilejskiej
 
29 czerwca (sobota) - Wspomnienie Męczeństwa św.Jana Chrzciciela
 
30 sierpnia - 22 NIEDZIELA ZWYKŁA
Pwt 4,1 - 2.6 - 8;  Ps 15(14),1b - 3a.3bc - 4ab.4c - 5; Jk 1,17 - 18.21.27;
Mk 7,1 - 8.14 - 15.21 - 23   Spór o tradycję. Prawdziwa nieczystość
 
ŚWIĘCI  I  EUCHARYSTIA
 
    Liturgia słowa w sierpniu jest jakby kontynuacją i pogłębieniem naszych rozważań o świętości. Każe zatrzymać się nam nad tajemnicą Eucharystii, która jest sakramentem niezwykłej miłości Boga do człowieka. Nic tak nie potrzebujemy w życiu jak miłości, a właśnie w tym sakramencie Jezus, pozostaje z nami, daje się nam cały i w nim nieustannie na nas czeka. Chrystus trzykrotnie powtórzył obietnicę: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, będzie żył na wieki, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym (J 6,54). Ewangelista opowiada, jak słuchający uczniowie nie potrafili przyjąć powyższych słów Jezusa. Stwierdzili: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać ?(…) Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło (J 6,60.66). Słowa Jego wydały się słuchaczom nie do przyjęcia, ponieważ picie krwi w Księdze Kapłańskiej było zabronione: Ktokolwiek spożywa jakąkolwiek krew, będzie wykluczony spośród tego ludu  przyjęciem Jego słowa, lecz jest przede wszystkim przylgnięciem do Jego osoby przez miłość. Takiego przylgnięcia oczekuje Jezus w Eucharystii od każdego człowieka. Ono daje nam największe poznanie, czym jest Eucharystia. Tylko w ten sposób doświadczymy miłości Jezusa. On w czasie spotkania eucharystycznego wyznaje nam swoją miłość i tej miłości nie wolno nam zlekceważyć. Otwierając się z wielką pokorą na uświęcające, pełne miłości i mocy działanie Chrystusa przez Eucharystię możemy wejść na najłatwiejszą drogę do świętości. Jest to najpiękniejsza droga przyjmowania stale, jak najczęściej Jego miłości. „Obecność Jezusa w tabernakulum – pisał Jan Paweł II – winna stanowić jakby biegun przyciągania dla coraz większej liczby dusz w Nim zakochanych, zdolnych przez długi czas słuchać jego głosu, niemal odczuwać bicie Jego Serca”. (Kpł 7,27). Ten opór odsłonił stopień ich wiary w Jezusa. Pomimo tego sprzeciwu, Jezus nie złagodził swoich wypowiedzi, właśnie dlatego, że Eucharystia jest kryterium wiary. Wiary, która nie tylko jest
    Temu przyciąganiu Jezusa w Eucharystii poddawali się wszyscy święci. W miesiącu sierpniu wspominamy w szczególny sposób św. Klarę z Asyżu, której duchową córką była św. Kinga. Święta Klara darzyła tak wielką miłością Eucharystię, że nawet ikonografia łączy jej obraz z kultem eucharystycznym. Jest to zaskakujące, ponieważ w jej czasach w stosunku do Sakramentu Ołtarza panowało oziębienie i nawet gorliwsi chrześcijanie przyjmowali Komunię świętą najwyżej trzy razy do roku. Święta Klara natomiast z wielką pobożnością i lękiem przyjmowała często święty sakrament Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa z tak wielkim przejęciem, że kiedy je przyjmowała cała drżała; poza tym wylewała wiele łez, kiedy przyjmowała Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jednego razu powiedziała te słowa: „Dziś Bóg obdarzył mnie tak wielkim dobrodziejstwem, że niebo i ziemia nie potrafią Mu zadośćuczynić”(Lg 28).
    W momentach trudnych i dramatycznych dla jej klasztoru i miasta, sama modliła się i zapraszała do modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Gdy Saraceni wtargnęli do klasztoru św. Klara modląc się do Chrystusa wyszła naprzeciw nich niosąc przed sobą Najświętszy Sakrament. Wtedy Saraceni odeszli w taki sposób, że nie uczynili żadnej szkody ani krzywdy. Również miasto Asyż zostało ocalone. Gdy innym razem miasto Asyż było oblężone przez wojska Witalisa z Aversa św. Klara wraz z Siostrami ponownie wyprosiła jego ocalenietrwając na ufnej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Miłość św. Klary rozciągała się na wszystko co miało związek z Eucharystią i zawsze życzyła sobie, by celebracja eucharystyczna odbywała się w sposób piękny.
    Nie sposób wspomnieć jeszcze o św. O. Maksymilianie Kolbe, zwanym często szaleńcem Niepokalanej, który często przerywał swoje zajęcia w ciągu dnia, aby iść nawiedzić Najświętszy Sakrament. Miłość do Chrystusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie ściśle łączył z miłością do Maryi, ponieważ nie można miłować Eucharystii – Chrystusa, jeśli nie ma w nas miłości i wdzięczności dla Matki Jezusa, która dała Chrystusowi ludzkie ciało. Nie byłoby Eucharystii, gdyby nie było Maryi.
    Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał Matkę Najświętszą niewiastą Eucharystii. Pisał: „Maryja jest niewiastą Eucharystii w całym swoim życiu. Kościół patrząc na Maryję jako na wzór, jest wezwany do jej naśladowania także w odniesieniu do najświętszej Tajemnicy. (…) W pewnym sensie Maryja wyraziła swoja wiarę eucharystyczną, jeszcze zanim Eucharystia została ustanowiona, przez sam fakt ofiarowania swojego dziewiczego łona, aby mogło się dokonać wcielenie Słowa Bożego. Eucharystia, odsyłając do męki i zmartwychwstania wyraża jednocześnie ciągłość z tajemnicą wcielenia. W zwiastowaniu Maryja poczęła Syna Bożego również w fizycznej prawdzie ciała i krwi, antycypując w sobie to, co w jakiejś mierze realizuje się sakramentalnie w każdym wierzącym, który przyjmuje pod postacią chleba i wina Ciało i Krew Pańską. (…) Kiedy nawiedzając Elżbietę nosi w łonie Słowo, które stało się ciałem, Maryja w pewnym sensie jest tabernakulum - pierwszym tabernakulum w historii, w którym Syn Boży (jeszcze niewidoczny dla ludzkich oczu) pozwala się adorować Elżbiecie, niejako promieniując swoim światłem poprzez oczy i głos Maryi. (…) Maryja jest dla nas niedoścignionym wzorem miłości i natchnienia podczas każdej naszej Komunii eucharystycznej” (Ecclesia de Eucharystia).
    Przeżywając sierpniowe święta maryjne chciejmy na nowo usłyszeć prośbę naszej Matki i Królowej: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie Jezus (por. J 2,5). A Jezus mówi: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, będzie żył na wieki, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moja pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (J 6,54 - 56).
    Ojciec Święty podkreślał: „Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa, swojego Pana, nie jako jeden z cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby w jej świętym człowieczeństwie, jak też dar Jego zbawienia (Ecclesia de Eucharystia).
    „Stoję u twoich drzwi i kołaczę. Kołaczę, abyś mi otworzył, a wtedy - jeśli zechcesz - oddam cię Mojej matce: Ona Mi dała Krew i Ciało poczęte za sprawą Ducha Świętego, noszone w Jej łonie z niezwykłą miłością, obecne na ołtarzu, aby stało się komunią miłości dla wszystkich. Jesteś w tej samej sytuacji, co Ona, kiedy przyjęła Mnie do siebie, ofiarując Mi najpierw siebie samą, z ciałem i duszą. Proszę, by tak jak kiedyś pierwsza przyjęła Mnie do swego ciała, tak teraz przyjęła Mnie w tobie, czyniąc z twego serca niezwykłe tabernakulum nieustannej adoracji” (ks.T.Dajczer).
 
KAŻDE DOBRO, JAKI OTRZYMUJEMY,
I WSZELKI DAR DOSKONAŁY
ZSTĘPUJE Z GÓRY, OD OJCA ŚWIATEŁ (Jk 1,17).
 
    List św. Jakuba czytany podczas Mszy św. w 22 niedzielę zwykłą jest jakby odniesieniem do naszych poprzednich rozważań i zachętą do wdzięczności Bogu za otrzymane od Niego dobro i dary. Dzięki tak hojnemu obdarowaniu możemy osiągnąć świętość. Również Ojciec Maksymilian powiedział, że Bóg tak wyposażył człowieka, że nawet prostaczek może osiągnąć świętość: „Geniuszem nie każdy może zostać, droga zaś do świętości wszystkim stoi otworem…. Świętość to nie jest żaden luksus, ale całkiem prosty obowiązek”. Wiemy, jak bardzo ta wypowiedź jest prawdziwa, ponieważ nieraz byliśmy świadkami jak ludzie bardzo uzdolnieni - „geniusze” z powodu swojego zarozumialstwa i pychy nie potrafili się zdobyć nawet na najprostsze objawy miłości.
    Za wzorem świętych nie chciejmy przeżyć swojego życia w przeciętności. Św. Maksymilian jako 26-letni kapłan napisał w swoich rekolekcyjnych postanowieniach: Muszę być świętym jak największym. Dobrowolny grzech ciężki i lekki z góry wykluczony. Nie opuszczę żadnego zła bez naprawienia go i żadnego dobra, które bym nie mógł zrobić, powiększyć lub w jakikolwiek sposób się do niego przyczynić. Czy takie postanowienie było zarozumialstwem z jego strony? Nie! Pysznić można się ze swoich zdolności, znajomości, bogactwa, wiedzy, ale nigdy ze swojej miłości. Miłość wyklucza pychę. Choćby największa, zawsze pozostanie pokorna. Bóg jest miłością, a więc mimo swojego nieskończonego majestatu jest pokorny.
    Bóg nie postawił człowiekowi granic w miłowaniu, a więc miłujmy bez granic, bez zastrzeżeń! Miłość jest istotą świętości! Bóg skierował bez wyjątku do wszystkich wezwanie: „Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem święty” (Kpł 11,44).
    Wsłuchajmy się jeszcze w słowa św.Jakuba: „Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste (złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwo, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pychę, głupotę - zob. Mk 7,21 - 22) oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był...”  (Jk 1,21 - 24).
Opracowała s.M.Elżbieta Wielebińska OSC
 
49374