Przejdź do treści
Z Grodu Kingi
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Techniczne

Menu Dodatkowe

Królewskim szlakiem Jana III Sobieskiego

Treść


.
Podróż w tle - jubileuszowa: Lwów, Olesko, Żółkiew
KRÓLEWSKIM SZLAKIEM JANA III SOBIESKIEGO
.
Początek wakacji. 40-osobowa grupa dzieci i młodzieży z 10 szkół Sądecczyzny odbywa lekcje historii na Ziemi Lwowskiej. Przewodnik (prezes Stowarzyszenia Czcicieli św.Kingi w Nowym Sączu) Mieczysław Witowski w program zwiedzania wplata szereg akcentów jubileuszowych Starego Sącza: powiązania z Lwowem, kult św.Kingi, rodowód i zasługi króla Jana III Sobieskiego, tak bliskiego naszemu miastu. W ostatniej chwili dwa zwolnione miejsca trafiają się mieszkankom Starego Sącza, dzięki czemu p.Krysia Odbędzie podróż marzeń, a Czytelnicy gazetki będą mogli znaleźć się w stronach miłych sercu każdego Polaka.
.
“To i Wasz Lwów!”
.
nawołuje autor najnowszego ukraińskiego przewodnika turystycznego przygotowanego dla Polaków. “Proszę zapamiętać to miasto. Teraz ono należy i do Was!”
Wyraźnie nas tym akcentem zaskakuje, odbieramy pozytywnie przyjazny gest, a może i zmianę mentalności Ukrainy? Jak bardzo nasz i polski jest Lwów od zawsze wiedzieliśmy, nie przypadkowo od lat ciągniemy w te strony setkami autokarów, przyzywani pamięcią, tęsknotą, przywiązaniem. Spieszymy do miejsc przemawiających dorobkiem Polaków, grobami i historią. W trakcie tej podróży odkrywamy również i inne więzi, łączące nas z lwowską ziemią - aktualnie jubileuszowe - starosądeckie. Lwów, Kraków i Stary Sącz mają bardzo zbliżony rodowód, 750-lecie lokacji (Lwów tylko o rok wcześniej), łączy je też pokrewieństwo siostrzane pierwszych władczyń miast, córek węgierskiego króla Beli IV, u nas - Kunegundy, w Lwowie - Konstancji. Zacieśniają się wciąż kontakty kulturalne i artystyczne, czego przykładem może być Starosądecki Festiwal Muzyki Dawnej, corocznie odbywany z udziałem i przy wsparciu finansowym Filharmonii Lwowskiej i Chóru “Gloria”,
A jaki Lwów zastajemy w tej chwili? Niezmiennie urokliwy, choć trochę przewrotny, zachwycający i przygnębiający zarazem. Jako jedno z najpiękniejszych miast Europy urzeka przepychem architektury, bogactwem zabytków, galerii sztuki, 37 świątyń, licznych muzeów i uczelni. Zachwyca atmosferą życzliwości, tolerancji, swobody połączonej z fantazją, a nawet czasem lekkomyślnością. Lwowska ulica na przykład może przyprawić o zawrót głowy podróżujących. Z pozoru zwariowany dwustronny ruch uliczny mimo wszystko funkcjonuje i potrafi pogodzić: kursujące brzegiem tramwaje, obok nich samochody, motocykle, rowery i przewozowe marszrutki. Środkiem ulicy parking i stojące pojazdy, a że nie ma tu pasów i oznakowań, wszędzie jeszcze przechodzący piesi. Istne szaleństwo, jakimś cudem prawie zupełnie bezwypadkowe. Policji ani na lekarstwo. Kierowcy żonglują między pojazdami dokonując zawrotnych manewrów zręczności. I wszystko bez nerwów, z uśmiechem, życzliwie, bez trąbienia itp. Przecież wszyscy chcą i muszą jechać. To się rozumie tutaj chyba dużo lepiej niż gdziekolwiek na świecie.
Co jeszcze zwróciło naszą uwagę w Lwowie?
- Tłumy młodzieży strojnej, zgrabnej, radosnej. Mnóstwo studentów, również zagranicznych, którzy tu pobierają nauki. Miasto pulsuje młodością, pełnią życia, kulturą i sztuką.
- Zainteresowanie budzi też rozmiłowanie w królewskiej grze, prawdziwa fascynacja szachami. Tu każde miejsce jest dobre na rozegranie partii w otoczeniu kibiców, każda ławka w parku, każdy skwerek. Pasjonują się dzieci, młodzież i starsi. Urzekła nas specyficzna atmosfera miasta, jakby spowolnione tempo życia, tchnienie spokoju, łagodności i pogody. Na każdym kroku kawiarenki, stoliki, ogródki, wyborna tradycyjnie parzona kawa i spotkania przy niej, rozmowy z przyjaciółmi czy znajomymi. Na pogadanie, wypicie kawy - musi znaleźć się czas, to jakby potrzeba życia i sposób życia - szukanie bliskości i życzliwości drugiego człowieka. Lwowianie cenią to sobie bardzo wysoko. Może dlatego są pogodniejsi i częściej uśmiechnięci niż my?
Jeszcze jedną scenkę przyuważyliśmy, tak odmienną od naszej rzeczywistości, że warto ją opisać.
Wysoki Zamek, z usypanym przez Polaków Kopcem Unii Lubelskiej, to wzgórze, z którego roztacza się wspaniała panorama Lwowa, ulubione miejsce spacerów i zwiedzania. Schodząc w dół mijaliśmy zdążającą ku górze parę młodych ludzi, którzy zwrócili na siebie uwagę. Bardzo skupiony i poważny wyraz ich twarzy, wizytowe stroje, bukiet pąsowych róż w ręku mężczyzny - coś musiały znaczyć. Zatrzymali się w pobliżu, widocznie to było “to miejsce” wyznaczone sobie. Chwila rozmowy, pytanie? Odpowiedź? Uśmiech rozjaśniający twarze, kwiaty wędrują do rąk dziewczyny, promienny uśmiech. I jeszcze coś: zawiniątko, pudełeczko... - pierścionek zalśnił na palcu, pocałunek dopełnił reszty. I wszystko stało się jasne. Zareagowaliśmy błyskawicznie i spontanicznie radosnymi oklaskami. A oni? Zażenowani, zaskoczeni uśmiechali się do nas radośnie. Z uśmiechem, miłością, romantyzmem uczuć tak bardzo ludziom do twarzy.
Inne obserwacje życia miasta zostawiamy już sobie. Koniecznie jednak musimy podzielić się głębszymi przeżyciami duchowymi, których w Lwowie doświadcza się na każdym kroku. Najważniejsze oczywiście na Cmentarzu Łyczakowskim i Cmentarzu Orląt Lwowskich - miejscach uświęconych pamięcią i ofiarą życia wielu Polaków. Tym razem jednak nie o nich chcemy mówić, lecz o najbardziej polskiej świątyni Lwowa, tak bliskiej naszym sercom.

Katedra Łacińska pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, majestatyczna budowla zrodzona z fundacji króla Kazimierza Wielkiego, a budowana ponad 140 lat to arcydzieło sztuki architektonicznej, w którym różne style i cudowne brzmienie organów wywołują niezwykle podniosły nastrój. Zachwycają też liczne ołtarze i kaplice, obrazy, płaskorzeźby i figury świętych, nagrobki wybitnych postaci stanowiąc jakby małe muzeum pamiątek i świętości narodowych. W sercu kościoła, w bogatej srebrnej oprawie kopii obrazu króluje tu Matka Boża Łaskawa, ciesząca się niesłabnącym kultem. Klęczymy u Jej stóp - w miejscu, gdzie wielokrotnie modlił się król Jan Kazimierz i wielu sławnych Polaków, gdzie też 1 kwietnia 1656 r. podczas potopu szwedzkiego złożył swoje śluby ogłaszając Matkę Bożą Królową Korony Polskiej. To wywołuje dreszcz wzruszenia. Dzięki zabiegom przewodnika wpuszczono nas do prezbiterium, jesteśmy najbliżej - jak można. To świątynia szczególnie nam droga, a jeszcze droższa, gdy przywodzi na myśl Ojca Świętego. Przecież Jan Paweł II też tu był. Kiedy? Szukamy w pamięci. Oczywiście co za zbieg okoliczności! Dzisiaj jest 26 czerwca - tego samego dnia w 2001 r. sześć lat temu odbywał wizytę w Lwowie. W ciszy świątyni zda się słyszeć jeszcze znajomy głos i brzmienie jego słów: “Cieszę się, że i ja mogę pokłonić się przed tym obrazem, pamiętającym śluby Jana Kazimierza. Śliczna Gwiazda miasta Lwowa niech będzie dla Was oparciem i niech przyniesie Wam pełnię łask.” Co za radość i dla nas być w tym historycznym miejscu, to jedno z najgłębszych przeżyć.
Dalsze etapy wycieczki przebiegały już drogami Jana III Sobieskiego, króla Polski, ale relacja znajdzie się w kolejnym numerze gazetki. Winni jesteśmy pamięć królowi wpisanemu w dzieje Starego Sącza. Ze względu na bliski termin beatyfikacji o.Stanisława Papczyńskiego z Podegrodzia warto nadmienić, że proboszcz kolegiaty w Żółkwi opowiadał nam o przebywającym przy boku króla Jana III jego długoletnim kapelanie i spowiedniku, właśnie ojcu Papczyńskim, podkreślał jego ogromne zasługi, o czym też w kolejnym numerze.
Zofia Gierczyk
50615